Blogi Treningowe Ciekawostki treningowe Motywatory Suplementacja Suplementy diety Trening

Submission Only III

Do wszystkich, którzy czytają moje wpisy…

Końcówka przygotowań do startu w turnieju oraz tydzień po starcie, były dla mnie bardzo intensywne. W związku z tymi okolicznościami, było mniej mojego pisania, ale wydarzeń sporo. Zacznę od cytatu z mojego wpisy na dzień po turnieju w Gdańsku:

"Szanowni Państwo, drodzy czytelnicy, najdroższa rodzino i najbliżsi. Od soboty kłębiły się w mojej głowie przeróżne przemyślenia. Zastanawiam się, czy nie zrobić dłuższego odpoczynku, czy może zrezygnować ze sztuk walki na zawsze, bezpowrotnie... Skąd takie myśli? Cóż, wiedzą ci, którzy ze mną na zawodach byli. Nie chcę się rozpisywać na ten temat. Wspomnę tylko to, co mnie najbardziej "boli". W mojej pierwszej sobotniej walce, w drugiej połowie dogrywki, w 11minucie pojedynku, pokonał mnie,.... czternastolatek. Pomimo pełnej dominacji w walce - niemoc w technikach kończących i chwila nieuwagi w dogrywce spowodowały, że straciłem przytomności na kilka sekund. Duma nie pozwalała mi się poddać i "odklepać".
Dzisiaj, po analizie całej tej porażki, po osobistym rachunku sumienia, podjąłem decyzję: nie odpuszczę. Trochę z powodu samodyscypliny, trochę z powodu nadszarpniętej dumy– nie ustąpię. Teraz czeka mnie tydzień wolnego od maty, tak dla regeneracji… i wracam, by stać się lepszy, szybszy, silniejszy. Tyle na dziś. Pozdrawiam."

 

Zauważyliście zapewne, że musiało być ciężko. I było. Po turnieju przemyśleń, jak widzicie, też było wiele. Reprezentuję typ człowieka o sprzecznych ze sobą cechach. Nie raz w życiu miałem wzloty i upadki. Nadal nie umiem sobie radzić z niektórymi niepowodzeniami. Zwłaszcza tymi, które mogły być przekute w sukces… Po raz kolejny otrzymałem od Was wsparcie i słowa otuchy. To pakiet dobrych komentarzy, wiadomości i telefonów spowodowały, że warto trwać przy swoim kierunku działania. Podkręciliście moją moc, która stanowi podstawę każdego planu. Nauczyłem się tego sam, ale przy wsparciu wielu ludzi i przez otrzymywane od życia lekcje…

Ostatni etap przygotowań do zawodów: Do zagubienia miałem w 9 kg. Mimo, że na 2 dni przed startem, organizator zmuszony był przenieść turniej z niedzieli na sobotę, udało się. Panika w mojej głowie była nieopisana. Zastanawiałem się czy nie stracę sił przy takim tempie… dieta jaką rozłożyłem sobie na ponad trzy tygodnie, plus suplementy z muscle-zone zbudowały „formę życia”. Nie obyło się oczywiście bez bardzo dużej ilości ciężkich i długich treningów, wielu wyrzeczeń i emocji. Z tą „formą życia”, to taka przechwałka, ale coś w tym jest. Systematyczne treningi, dieta i suplementy to składowe mojego sukcesu.  Sukcesu, którego nie udało się przekuć na złoty krążek.

 

Wrócę do początku turnieju:
Do pierwszej walki przystąpiłem zaskoczony. Przypadło mi ścierać się z małolatem . Z doświadczenia wiem, że nie można młodych lekceważyć. Tak też było w tym przypadku. Około 6 minut walki należało do mnie. Ale...kiedy młodemu próbowałem „urwać nogę”, to przeciwnik nic. Duszę, nic... I skończył się czas. W pierwszej dogrywce zacząłem od pozycji za plecami - dusiłem niemal trzy minuty. Do dziś mam na przedramieniu wielkiego siniora. Co na to przeciwnik? Nic... Druga część dogrywki, i moja kolej na bronienie od duszenia. Niestety, tej drugiej części nie pamiętam. Od kolegów wiem, że dość długo wiłem się do ucieczki. Nadszedł moment, że gdzieś popełniłem błąd. Odcięło mnie kompletnie. Straciłem przytomność, nie odklepałem... no way!

Mówi się - trudno. Do drugiej walki podejść nie chciałem wcale. Źle się czułem, kręciło mi się w głowie. Uginały się pode mną nogi. Kiedy jednak usłyszałem swoje nazwisko - zaryzykowałem. Pojedynek był mój zarówno siłowo, jak i kondycyjnie. W ostatnich minutach walki, kiedy to przeciwnik chwycił mnie za szyję, odklepałem. Odklepałem profilaktycznie... Tak oto zdobyłem brązowy medal.
Jak już wspominałem: chciałem zrezygnować całkowicie, nieodwracalnie, na wszelki wypadek 😉. Na szczęście, już mi przeszło i wracam do kolejnego etapu swojej przygody ze sportem walki, ale nie tylko. Jeszcze przyjdzie czas żeby zdobyć złoto.

… bo już nie raz wygrałem...

 

O autorze

Trenowac z Najlepszymi

Trenowac z Najlepszymi

Pasjonat sportów walki. Zaczęło się – można powiedzieć, przypadkiem. Pół roku od powrotu na salę, założyłem stronę na FB. Chciałem pokazać znajomym, że trenuję. Po 2 – 3 miesiącach okazało się, że oglądalność jest bardzo duża, że ludziom podoba się to, o czym piszę i co robię. Jakoś tak poleciało, strona się rozwijała, a z nią mój sportowy progres. Czytelnicy są, to i tematy do pisania są.

› Zobacz wszystkie artykuły

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj aby skomentować artykuł

Facebook

Ad