Blogi Treningowe Ciekawostki treningowe Motywatory Suplementacja Trening

Moja bitwa nad Bzurą

To była prawdziwa bitwa nad Bzurą. Bitwa z własnymi słabościami. Przygotowywałem się do niej kilka tygodni. Nie! Nie tygodni. To ostatnie lata przygotowań. Te wszystkie małe kroczki prowadziły do sukcesu. Dokładnie: do sukces.

Kiedy postanowiłem zapisać się na Bieg Cichociemnych, to nie byłem świadom tego, że będą tam przeszkody. Bieg na 14 km z trasą korytem rzeki, to bieg. Myślałem sobie, że jak trochę wody, to może przełamię swoje opory do niej. Zapisałem się i już. Dopiero po kilku dniach, kiedy zacząłem wczytywać się w regulamin biegu… wyczytałem informację o przeszkodach. Mówię sobie: „no - nic”, trzeba spróbować. Omijałem takie biegi, bo obawiałem się zawsze kontuzji. Wkurza mnie też bieganie tylko po to, żeby pobrudzić się błotem. Wkurza mnie tym bardziej pokonywanie przeszkody przy pomocy innych, albo zastępowanie błota ćwiczeniami zastępczymi w stylu: padnij powstań. Zawsze uważałem, że to nie dla mnie.

Bieg w Sochaczewie był prawdziwą przeprawą. Po pierwsze - bieg miał 14km, po drugie - 90%, to przeszkody naturalne. Tu nie było możliwości zamieniać przeszkody na inne ćwiczenie. Było jasne: nie przeleziesz przez przeszkodę, to zostaniesz tam na zawsze. Serio… tak to czułem tam, na trasie.

A teraz z innej beczki. W minioną sobotę postanowiłem przebiec jeden z najważniejszych biegów, jakie odbywają się w moim mieście. Było to około 7km. W wolnym tempie, dla treningu i relaksu. Nie wiedziałem, czy to będzie dobry pomysł - dzień przed Biegiem Cichociemnych. Decyzja okazała się strzałem w dziesiątkę.

Wróćmy zatem do sedna dzisiejszego bloga dotyczącego Biegu Cichociemnych. Odbył się on w Sochaczewie, 24 czerwca 2018 roku. Piąta edycja corocznych zmagań biegaczy na dystansie 14 km ściśle związana jest z przeszkodami. Między innymi, to koryto rzeki Bzura jest jedną z takich przeszkód. To wody tej rzeki sprawiały mi najwięcej problemów. Jak wspominałem wielokrotnie na swoim Facebooku, nie lubię zbiorników wodnych: nie lubię rzek, nie lubię jezior. Basenów też nie lubię. Próbowałem zaprzyjaźnić się z wodą na biegu. Było jej (wody) ogrom. Trasa prowadziła ulicami i schodami, i… bach! Woda. Nie wiem ile mierzył pierwszy odcinek... Z grupy startującej o 11:30 byłem chyba pierwszą osobą, która przewróciła się o jakiś kamień i zanurkowała. Bo jak mogłoby być inaczej. Taki ze mnie wodny ciamajda. Było dużo kamieni, dużo korzeni. Bogowie wiedzą, co jeszcze było na dnie rzeki Bzury. Błoto było, korzenie były, trzcina i połamane drzewa też (śmieci niestety też były). Trasa wiodła takimi zakamarkami nadbrzeża rzeki, że musiałem przełamywać kolejne słabości. Chodzi o ciemności i leśne zakamarki. Na trasie trzeba było pokonać betonowy tunel. Przebyć go można było tylko na kuckach. Co więksi - pewnie musieli się czołgać. Długi tunel, kompletna ciemnica… i tutaj miał ochotę zrezygnować. Tfu! Tfu! Zamknąłem oczy, i potruchtałem w dal, by tylko przedostać się w stronę światła. Najciekawsze jest to, że była tam kompletna ciemność, a ja z zamkniętymi oczyma - śmieszne to. Prawda?

 

Jaki człowiek jest nieprzewidywalny i… śmieszny w niestandardowych sytuacjach. Niestety, jakie to prawdziwe. Udało mi się. I muszę powiedzieć, wcale nie było tak źle. Strach miał tylko wielkie oczy, ale przymknął je zapewne na mój widok. Cała trasa była trudna. Mogłem odpoczywać tylko na… bieganiu. Bieg też nie był łatwy. Wychodziłem oblepiony błotem do połowy ciała. Dalej trzeba było przebiec kilkaset metrów, by ponownie wylądować w wodzie. Trudne, nieprzewidywalne, fascynujące. Obrałem taktykę: „trzymam się kogoś”. Jakiś czas udało mi się trzymać tej taktycznej zagrywki. Podążałem za zawodnikiem z napisem na plecach KOGUT. Kilka kilometrów podążałem z nim krok w krok. Mimo, że opisany „obiekt” przyśpieszał z każdym kilometrem. W końcu, nie udało mi się go już dogonić. „Trzymanie” się tak szybkiego zawodnika, pozwoliło mi na zmniejszenie czasu.

 

Żołnierze jednostek specjalnych, na początku i końcówce trasy, to bohaterski aspekt tego biegu. Wierzcie, że kiedy żołnierz/komandos, krzyczy do Ciebie: „dawaj, dawaj” – ciary ma się na plecach. Dla kogoś, kto nie był w wojsku, kto nie miał styczności z komendami, kurde… to jest coś. To bierze się wiatr w żagle. Te ostatnie przeszkody pokonuje się z jeszcze większą werwą. I przebyte kilometry, te wszystkie słabości i wątpliwości odstawia się na „po”. Jest TU i TERAZ. Na ostatnim kilometrze przeszkody były sztuczne. Beczki, ściany i inne dziury, i piana strażacka. Dla mnie były najmniej trudne z całego biegu. To na tych przeszkodach udało mi się wyprzedzić sporo osób z mojego biegu. Nastała meta… a ja, o dziwo, mam jeszcze siły. Nie wiem skąd to się wzięło. Psychika, och!

 

Bieg Cichociemnych. Bieg pamięci, o poległych w imię wolności, niepodległości, niezależności, autonomii… i honorze. Bieg dla historii, dla bohaterów, dla Was, dla nas i dla mojej córki. Cichociemni... Ważny wkład tych ludzi w działania Armii Krajowej, w tak ważną częścią Wojska Polskiego to jest dla mnie wzór. Z ponad 300 cichociemnych zginęło ok 30%. To ich determinacja, wiara, miłość do Ojczyzny, to ich odpowiedzialność za Polskę, ich duma i poczucie przynależności do Narodu, stanowią dla mnie przykład i naukę. Pokazem męstwa, odwagi i heroizmu, jakiego tak bardzo nam, facetom/Polakom w tych czasach często brakuje! Kłaniam się Wielkiej Polsce! Czołem Wam, Cichociemni! Cześć Waszej Pamięci! Mazurek Dąbrowskiego, śpiewany dumnie przez każdą, startującą tego dnia grupę, był Wan poświęcony!

Co do rzeczywistości… wynik: 2 godziny 22 minuty. Czas długi aczkolwiek, w moim biegu dał mi lokatę w pierwszej 60 - ce. Na ponad 800 uczestników (nie wiem dokładnie ilu w biegu na 14km startowało) zająłem miejsce w pierwszej 100. Jeśli zaś chodzi o kategorię MMA, w której najbardziej ciekawiła mnie lokata, zająłem miejsce 6.

To dla Was, bohaterowie niezłomni, za rok jadę dla miejsca na podium. Bieg petarda, kompletnie nie mój klimat, wiele przeciwności, w tym – taki, ludzki strach. Pomimo to, ciekawa lokata czasowa. Może to dziwne, ale bardzo cieszy mnie taki rezultat. Co do organizacji imprezy, mimo lekkiego opóźnienia - na najwyższym poziomie. Dużo informacji przez głośniki. Informacje o opóźnieniach, podpowiedzi związanych z trasą, o punktach z wodą, z jedzeniem. To wszystko było ok. Medale i koszulka z pakietu - REWELACJA. Ogólnie, wszystko na 6. Gratuluję Organizatorom przedsięwzięcia. Osobiście dziękuję za możliwość wystartowania w tak ciekawym biegu przełajowym. Zawsze jestem z tymi, którzy pamiętają o naszej tożsamości. Pozdrawiam. Pozdrawiam Wszystkich!

O autorze

Trenowac z Najlepszymi

Trenowac z Najlepszymi

› Zobacz wszystkie artykuły

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj aby skomentować artykuł

Facebook

Ad