Diety Healthy Lifestyle Odżywianie Suplementacja Suplementy diety

Hashimoto to nie wyrok!

W styczniu 2015 roku temu endokrynolog zdiagnozował u mnie Hashimoto – autoimmunologiczne, przewlekłe limfocytarne zapalenie tarczycy. W zasadzie to lekarz potwierdził jedynie moje przypuszczenia, bo przed wizytą z wynikami w ręku spędziłam kilka dni na szukaniu informacji na temat choroby w Internecie. Przeczytałam wiele amerykańskich i brytyjskich stron i nie miałam już w sumie żadnych wątpliwości. Wszystko wskazywało właśnie na Hashimoto.

W skutek dnie ukierunkowanej reakcji układu odpornościowego organizm przez pomyłkę atakuje sam siebie, doprowadzając do choroby autoimmunologicznej. W przypadku Hashimoto organizm obiera sobie za cel tarczycę, która przestaje produkować hormony. Nie jest to jednak choroba tarczycy samej w sobie, a całego organizmu. 

Przyznaję, początkowo byłam nieźle wystraszona. Moja siostra i ciocia miały raka i zmarły w wyniku powikłań, ojciec również boryka się z nowotworem, więc widmo rychłej śmierci stanęło mi przed oczami. Teraz się z tego śmieję, ale wówczas nie miałam żadnej wiedzy na temat tego schorzenia. Nikt w rodzinie, ani wśród znajomych nie borykał się z nim. Od tego czasu jednak sporo się zmieniło. Cały czas rozwijam swoją wiedzę i już wiem, że Hashimoto to nie wyrok, a motywacja do zmian. Niestety, nie tylko dla mnie. Coraz więcej osób z mojego otoczenia choruje. Sporo znajomych, którzy za moją namową wykonali badania, wykryło u siebie przeciwciała anty-TPO i/lub anty-TG, a ich badania USG tarczycy nie pozostawiły dalszych złudzeń. Praktycznie codziennie zgłaszają się do mnie osoby z Hashimoto z chęcią podjęcia współpracy. Coraz liczniejsze są grupy wsparcia na Facebook’u zrzeszające osoby zmagające się z chorobami tarczycy. O Hashimoto pisze się w codziennej prasie, pisze książki, mówi w telewizyjnych programach śniadaniowych. Celebrytki opowiadają o walce z chorobą.

Choroba Hashimoto dotyczy 10-20% populacji , co pozwala zakwalifikować ją jako najczęstszą chorobę o podłożu autoimmunologicznym. Występuje 2-4 razy częściej, a nawet 10-krotnie częściej u kobiet, niż u mężczyzn. Częstość jej występowania wzrasta z wiekiem. Daje o sobie znać w czasie ciąży, po porodzie oraz w menopauzie. W początkowym stadium (bez niedoczynności tarczycy) Hashimoto jest trudno uchwytne, więc chorych może być jeszcze więcej.

Chciałabym opisać Wam pokrótce, co moim zdaniem mogło wywołać u mnie chorobę autoimmunologiczną, jak wyglądała dokładnie diagnostyka, a także jakie podjęłam kroki, aby wprowadzić ją w remisję. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu chociaż jedna osoba zdecyduje się w końcu zrobić badania i znajdzie przyczynę swojego kiepskiego samopoczucia, z powodu którego jest odsyłana od lekarza do lekarza. Ktoś, kto właśnie dowiedział się o chorobie i będzie szukał informacji w Internecie uspokoi się, bo prawidłowo wdrożone zmiany w sposobie odżywiania, trybie życia oraz otaczającym go środowisku – dobrane w sposób indywidualny – nie tylko poprawią jego komfort życia, ale także wprowadzą chorobę w stan remisji. Chory, który od lat zmaga się z Hashimoto zrozumie, dlaczego w dalszym ciągu mu się to nie udaje. Natomiast ktoś, kto ma w rodzinie osobę chorą, dwa razy się zastanowi, zanim wyśle ją do psychologa.

Niepokojące symptomy
Jak już Wam pisałam w artykule „Zbadaj się”, w sierpniu 2014 roku za namową mojego ówczesnego trenera wykonałam po raz pierwszy kompleksowe badania krwi. Zwlekałam z tym dość długo, bo nasza współpraca rozpoczęła się dobre kilka miesięcy wcześniej. Trener wielokrotnie wspominał, żebym skontrolowała swój stan zdrowia. W każdym razie, z wynikami udałam się do trenera, którego zaniepokoił stan mojej tarczycy, a dokładniej słaba konwersja hormonów. Miałam wynik fT3 na poziomie 3,46 pmol/l (norma 3,10-6,80, a więc 9,73%), a fT4 – 14,21 pmol/l (norma 12,00 – 22,00, a więc 22,10%). Moje TSH wynosiło 2,320 mlU/I (norma 0,270-4,200). Dla mnie wszystko było oczywiście w normie. Nie widziałam powodu do niepokoju, więc nawet nie poszłam z wynikami do lekarza. Byłam jedną z tych osób, które początkowo nie miały żadnych ewidentnych symptomów choroby, co sprawiło, że diagnoza została trafnie postawiona dopiero w miarę upływu czasu i progresji choroby, a więc gdy objawy niedoczynności tarczycy skutecznie zaczęły mi utrudniać życie.

Hashimoto uważane jest za główną przyczynę niedoczynności tarczycy. Szacuje się, że mija od 2 do 7 lat od pojawienia się przeciwciał do rozwinięcia choroby, dlatego tak ważna jest systematyczna kontrola swojego stanu zdrowia, nawet jeśli nic nam nie dolega! Badajmy się gruntownie co rok!

Z miesiąca na miesiąc czułam się jednak coraz gorzej. Byłam nieustannie zmęczona, bolały mnie mięśnie i stawy. Trenowałam jednak wówczas praktycznie codziennie (treningi siłowe, crossfit), więc myślałam, że po prostu przesadziłam z ilością i intensywnością aktywności fizycznej. Z treningów nie byłam jednak w stanie zrezygnować, bo siłownia była wówczas jedynym miejscem, w którym czułam się szczęśliwa. Miałam bowiem problemy w domu, mnóstwo stresów w pracy, ogromne wahania nastroju, od euforii po depresję. Byłam przewrażliwiona. Nawet błahostka była w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Zdarzało mi się płakać oglądając „Wiadomości”. Wcześniej miałam mnóstwo energii, a nagle straciłam ochotę do życia. Miałam problemy z koncentracją i z pamięcią. Ni stąd, ni zowąd dostawałam palpitacji serca. Było mi duszno. Raz trafiłam nawet na ostry dyżur, ale lekarze profilaktycznie podali mi kroplówkę z elektrolitami i odesłali do domu.


Siłownia była wówczas dla mnie najlepszym sposobem na rozładowanie negatywnych emocji.

Mimo treningów moja sylwetka wcale nie prezentowała się korzystniej. Nie byłam w stanie zbudować masy mięśniowej. Gromadziłam za to tkankę tłuszczową na brzuchu, ramionach i udach. Zatrzymywałam wodę w organizmie. Ćwiczyłam, dbałam o odpowiednią ilość białka, tłuszczu i węglowodanów w mojej diecie, a mimo to tyłam. Nie mogłam spać, budziłam się co godzinę, a rano czułam się jak po całonocnej imprezie. Nie byłam w stanie obyć się bez kawy. W nocy strasznie się pociłam. Czasami w ogóle nie potrafiłam zasnąć, albo spałam w dzień po posiłku. Mimo wysokich temperatur, latem chodziłam ciągle w bluzach i długich spodniach. Kiedy wszystkim wokół było gorąco, ja miałam dreszcze. Zima była dla mnie koszmarem. Fatalnie znosiłam niskie temperatury.

Na siłownię nie chodziłam tylko wtedy, gdy byłam chora i miałam anginę czy grypę. Trenowałam z przeziębieniem, bo inaczej tygodniami siedziałabym bezczynnie w domu. Nieustannie byłam chora. Pamiętam dokładnie wrzesień 2014. Najpierw miałam grypę, potem anginę i znów grypę. Zaliczyłam trzy antybiotykoterapie w jednym miesiącu. Ale już wcześniej bardzo dużo chorowałam. Nie pomagały mi żadne suplementy na odporność. Miałam również spore problemy żołądkowo-jelitowe. Zmagałam się z zaparciami. Bolał mnie żołądek. Kilkukrotnie stan zapalny był tak duży, że nie byłam w stanie chodzić, siedzieć, ani leżeć. Nie mówiąc o jedzeniu. Lekarz oczywiście leczył mnie antybiotykami i lekami rozkurczowymi. Zamiast mi pomóc, wyciszył na chwilę problem, który wracał ze zdwojoną siłą. Męczyły mnie biegunki, gazy, wzdęcia i zaparcia. Robiłam badanie w kierunku Helicobacter Pylorii, ale na szczęście wyniki były negatywne. Mimo to ciągle odczuwałam ból. Za którymś razem lekarz wypisał mi skierowanie do psychologa.

Jako nastolatka nigdy nie zmagałam się z trądzikiem, a nagle na mojej twarzy pojawiło się mnóstwo wyprysków. Miałam suchą skórę. Nie pomagały mi żadne balsamy do ciała. Na twarzy pojawił się rumień, jakbym właśnie skończyła trening interwałowy. Byłam opuchnięta. Miałam kruche paznokcie. Wypadały mi włosy, choć jeszcze nie tak intensywnie, jak po odstawieniu tabletek antykoncepcyjnych pół roku później. Przerzedziły mi się brwi i rzęsy.

Do niepokojących objawów należą:
– głowa: bóle głowy, migreny, zawroty głowy, trudności ze snem,
– oczy: zapuchnięte, zaczerwienione powieki, podkrążone oczy, opuchlizna wokół oczy, zaburzenia widzenia, łzawienie, swędzenie oczu,
– umysł: zaburzenia jasności myślenia, problemy z pamięcią, zaburzenia koordynacji ruchowej, trudności z podejmowaniem decyzji, jąkanie się, deficyt uwagi, trudności z przyswajaniem wiedzy,
– nos: zwężenie nozdrzy, nadmierne wydzielanie śluzu, zapchany, cieknący nos, problemy z zatokami, kichanie,
– uszy: swędzenie, ból ucha, infekcja, gromadzenie się płynu, dzwonienie, niedosłuch,
– waga ciała: niemożność zbicia wagi, silny apetyt, otyłość, niedowaga, kompulsywne objadanie się, zatrzymywanie wody, obrzęki,
– usta: przewlekły kaszel, częste odkasływanie, ból gardła, opuchnięte wargi, owrzodzenie błony śluzowej jamy ustanej,
– trawienie: mdłości, wymioty, biegunka, zaparcia, wzdęcia, odbijanie, gazy, zgaga, niestrawność, ból jelit, żołądka, skurcze, Candida,
– serce: nieregularne tętno, przyspieszone tętno, ból klatki piersiowej, zazwyczaj niskie ciśnienie, zawroty głowy, omdlenia, palpitacje i zmiany rytmu serca,
– emocje: lęki, depresja, huśtawki nastrojów, nerwowość, drażliwość,
– płuca: przekrwienie płuc, astma, zapalenie oskrzeli, płytki oddech, trudności z oddychaniem,
– poziom energii: zmęczenie, ospałość, nadpobudliwość, niespokojność,
– skóra: trądzik, pokrzywka, wypadanie włosów, uderzenia krwi do głowy, nadmierne pocenie się, Atopowe Zapalenie Skóry i łysienie plackowate.
– stawy, mięśnie: ból stawów, artretyzm, sztywność mięśni, ból mięśni, osłabienie, zmęczenie,
– płodność: zaburzenia miesiączkowania, obfite krwawienia, bezpłodność,

– inne: częste chorowanie, ciągłe infekcje (w tym pochwy, ucha), częste oddawanie moczu, swędzenie odbytu, niestabilny poziom cukru we krwi, stan zapalny organizmu,

Oczywiście, wiele z wymienionych wyżej symptomów wskazuje na niedoczynność tarczycy, zaburzenia pracy jelit, insulinooporność czy zaburzenia hormonalne, które bardzo często chodzą w parze z chorobami autoimmunologicznymi, w tym Hashimoto.

Długa droga
Siłą rzeczy zaczęłam interesować się bardziej swoim zdrowiem. Szczególnie, że przygotowując się do zawodów w trójboju siłowym, doznałam kontuzji pleców i byłam uziemiona w domu. To był przełomowy moment. Początkowa rozpacz przerodziła się na szczęście w chęć działania. Szukałam więc informacji w Internecie. Grzebałam na amerykańskich i brytyjskich portalach. Powoli wszystko zaczęło mi się układać w jedną całość.

Wszyscy podkreślali zgodnym tonem, że najważniejsza jest diagnostyka. Wysłałam więc moją mamę z misją do lekarza rodzinnego i całą listą badań. Mama potrafi załatwić wszystko. Może nie dostałam skierowania na wszystko to, co chciałam, bo część badań nie jest refundowana, ale na sporą większość tak. Pamiętam, że pielęgniarka, która pobierała mi krew stwierdziła, że lekarz chyba upadł na głowę, dając mi skierowanie na tyle badań, że narażam NFZ na wyrzucanie pieniędzy w błoto, że przecież jestem młoda i zdrowa. Pamiętam, że próbowałam jej tłumaczyć, jak fatalnie się czuję, ale niestety moje argumenty w żaden sposób do niej nie przemówiły. Nigdy więcej już tam nie poszłam na żadne badania.

W każdym razie, mój wynik TSH wzrósł do 2,5 qIU/ml (norma 0,270-4,200), fT4 dalej utrzymywało się na niskim poziomie: 1,18 ng/dl (norma 0,93 – 1,70, czyli 21,47%). Na fT3 nie dostałam skierowania. W każdym razie już wiedziałam, że nie jest dobrze. Zaczęłam szukać endokrynologa, który przyjmie mnie jak najszybciej na wizytę. Państwowo musiałabym czekać ponad rok. Trafiłam więc prywatnie do lekarza w Bytomiu. Powiedział, że wszystko jest w normie, ale mogę zrobić jeszcze badania w kierunku Hashimoto, a dokładnie anty-TPO. Jednocześnie ze względu na bardzo wysoki kortyzol na czczo, wysłał mnie na test hamowania Deksametazonem. Ten wynik wyszedł w porządku, za to anty-TPO aż 60,27 IU/ml (norma 0-9,00). Na tej podstawie zdiagnozował u mnie Hashimoto. Nie, nie wykonał badania USG tarczycy.

Według niektórych badań rozpoznanie choroby może być postawione na podstawie obecności jedynie przeciwciał anty-TPO oraz/lub anty-TG, bez zaburzeń czynności tarczycy, zaburzeń subklinicznych oraz nawet jawnych. Dotychchczas większość ekspertów twierdziła, że konieczny jest również typowo dla Hashimoto obraz na USG tarczycy.

Stwierdził jedynie, że na syntetyczne hormony jest za wcześnie, że nie mam jeszcze niedoczynności tarczycy. Nie zalecił żadnej diety, żadnych suplementów, tylko kontrolę za pół roku i ewentualną rezygnację z antykoncepcji hormonalnej, co też uczyniłam. Jak już wspominałam, początkowo się przestraszyłam, ale jako, że miałam pełne zaufanie do lekarzy, wizyta w gabinecie trochę mnie uspokoiła.


Mimo braku konkretnych zaleceń lekarza, na własną rękę szukałam informacji i wprowadzałam pierwsze zmiany w diecie. Zaczęłam m.in. pić kefir wodny. 

W czerwcu zgodnie z zaleceniem zrobiłam kontrolne badania. TSH zmalało do 1,988 uIU/ml (norma 0,34 – 5,6), fT3 było dalej niskie: 2,65 pg/ml (2,5 – 3,9, a więc 10,71%), fT4 poprawiło się dwukrotnie: 0,89 ng/dl (norma 0,61 – 1,12, a więc 54,9%), anty-TO spadło natomiast do 42,11 IU/ml (norma 0 – 9,00). Endokrynolog oczywiście powiedział, że wszystko jest w porządku, za co zapłaciłam kolejne 120zł. Ja jednak czułam się fatalnie. Postanowiłam więc skonsultować się z innym, polecanym w Internecie lekarzem. Niestety, na wizytę czekałam aż do końca października (prywatna wizyta!). Do tego czasu, dzięki informacjom uzyskanym w Internecie, zaczęłam łykać różnego rodzaju suplementy i zmieniać powoli swoje życie. Na niewiele się to jednak zdało. Przed wizytą zrobiłam komplet badań i moje TSH wynosiło 2,02 mlU/l (norma 0,270-4,2), fT3 3,83 pmol/l (norma 3,1-6,8, a więc 19,73%), fT4 17,24 pmol/l (norma 12-22 pmol/l, a więc 52,4%), a anty-TPO 174,5 iU/ml (norma <34). Moje samopoczucie było jedną wielką katastrofą. Endokrynolog stwierdził niedoczynność tarczycy i wprowadził syntetyczne hormony. Jednocześnie wykonał USG tarczycy, którego obraz potwierdził ostatecznie Hashimoto. Echogeniczność tarczycy była bowiem obniżona i niejednorodna.

Podstawowa diagnostyka
TSH – to najczulszy wskaźnik zaburzeń pracy tarczycy. Określa poziom hormonu tyreotropowego wydzielanego przez przysadkę mózgową i stymulującego pracę tarczycy. Obowiązujący obecnie zakres normy TSH mieści się w przedziale wartości od 0,27 – 4,2 mIU/l (w zależności od laboratorium można się spotkać z innymi normami). Okazuje się jednak, że wyznaczony zakres referencyjny, a szczególnie jego górna granica nie jest miarodajna diagnostycznie. Amerykańska Narodowa Akademia Biochemii Klinicznej swego czasu postulowała, aby górna norma TSH wynosiła w 2,5 mIU/l, powołując się na fakt, że ponad 95% zdrowych ochotników bez osobistych i rodzinnych wywiadów choroby tarczycy, wola, przeciwciał anty-TPO i anty-TG oraz niezażywających leków, ma stężenie TSH w przedziale wartości 0,4 – 2,5 mIU/l.  W wielu przypadkach stężenie TSH powyżej 2,5 mIU/l wskazuje na obecność utajonej choroby tarczycy, np. zapalenia typu Hashimoto. Norma dla młodych kobiet w wieku ok. 20-30 lat powinna wynosić maksymalnie 1,5 mlU/l. Szczególnie powinny tego pilnować kobiety w ciąży lub starające się o dziecko – nawet jeśli nigdy nie miały i nie podejrzewają problemów z tarczycą. Im niższy wynk, tym lepiej. Zła praca tarczyca znacznie utrudnia zajście w ciążę, powoduje poronienia, a także zwiększa ryzyko urodzenia chorego, upośledzonego dziecka.

Tarczyca wytwarza dwa „główne” hormony: T3- trijodotyronine i T4 – tyroksynę. Jeśli jest ich za dużo, TSH maleje, jeśli hormonów jest mało – TSH rośnie (tzw. sprzężenie zwrotne ujemne).

fT3 – określa poziom wolnej, niezwiązanej z białkami trijodotyroniny T3. Większość tego hormonu produkowana jest z T4 na skutek konwersji. T3 odpowiada za przemianę materii, trawienie, wchłanianie, poziom energii, stan włosów, skóry i paznokci, prawidłową akcję serca i oddech. Wynik fT3 powinien być na poziomie ponad 50% normy laboratoryjnej, u osób chorych na Hashimoto czy niedoczynność tarczycy nawet w granicach 60-70%. Wszystko zależy indywidualnie od osoby.


Polecam Wam aplikację „Kalkulator tarczycowy”. Do ściągnięcia za darmo ze sklepu Play.

fT4 – określa poziom wolnej, niezwiązane z białkami tyroksyny T4 (stanowi 85% produkcji hormonów). T4 jest prohormonem, produkowanym przez komórki tarczycy, który jest przekształcany do T3 na drodze dejodynacji – odczepienia jednego atomu jodu. Niepokojący powinien być wynik mniejszy niż 50% normy laboratoryjnej.

Zaleca się wykonywanie „trójki tarczycowej” minimum raz na 3 miesiące lub częściej przy zmianach leczenia lub w znacznym pogorszeniu stanu zdrowia. Dobranie dawki leku nie jest łatwe. Często zdarza się bowiem tak, że Euthyrox czy Letrox podniesie poziom fT4, a słaba konwersja sprawi, że fT3 w dalszym ciągu będzie w dolnej granicy normy. Wówczas konieczna jest zwrócenie uwagi na aspekty wpływające na prawidłową konwersję.

anty-TPO i anty-TG – określają poziom przeciwciał skierowanych kolejno przeciwko peroksydazie tarczycy (która jest enzymem produkowanym przez tarczycę i bez którego jod nie jest „wychwytywany”, w rezultacie czego hormony tarczycy nie mogą być poprawnie produkowane) i tyreglobulinie tarczycy (która znajduje się w komórkach tarczycy i zapewnia magazynowanie hormonów T4 oraz T3) i pozwalają zdiagnozować autoimmunologiczne zapalenie tarczycy typu Hashimoto. Można mieć tysiące przeciwciał i brak jakichkolwiek symptomów choroby, jak i ich setkę i agresywny atak niszczący tarczycę. To, jak silny jest proces autoagresji nie zależy od poziomu przeciwciał. Często choroby autoimmunologiczne, w tym Hashimoto przez lata nie są więc zdiagnozowane. Przeciwciała we krwi mogą pojawiać się na długo przed manifestacją choroby. Ktoś może czuć się świetnie, a to znak, że już zaczął się proces autoagresji.

Podwyższony poziom przeciwciał może pojawić się również przy innych chorobach, takich jak: reumatologiczne zapalenie stawów, anemia złośliwa, toczeń czy cukrzyca typu I. Często są też obecne u kobiet, które mają problemy z zajściem lub donoszeniem ciąży.

Badanie USG tarczycy – powinno być zlecone w przypadku nieprawidłowości w badaniach krwi. Czasami jednak przeciwciała są fałszywie negatywne, więc przy dolegliwościach wskazujących na Hashimoto, a przy braku przeciwciał konieczne jest wykonanie USG, które pozwala określić wielkość tarczycy (atrofia lub wole), charakter jej miąższu (np. hypoechogeniczny, kiedy zawiera mniej płynu), diagnozuje zmiany limfocytowe, zniszczenie komórek nabłonka, ogniska zapalne (tzw. guzki), ich wielkość oraz strukturę. W przypadkach zmian guzowatych czy bólowej postaci choroby konieczna jest również biopsja cienkoigłowa.

W pierwszym badaniu okazało się, że moja tarczyca ma jedynie 6,27ml, a więc jak u kilkuletniej dziewczynki. Prawidłowa objętość tarczycy dla kobiet to  13-18ml, u mężczyzn: 15-25ml, natomiast u dzieci w zależności od wieku 3-10ml. Mała tarczyca rzadko produkuje odpowiednią ilość hormonów. Po wdrożeniu leczenia, suplementacji i zmiany trybu życia warto kontrolować jej stan.

Obecnie w rozpoznaniu choroby nie ma 100-procentowo czułych i specyficznych kryteriów diagnostycznych. Diagnozę pozwalaja więc postawić kombinacja badania USG, testów tarczycowych i przeciwciał.

We wczesnym stadium choroby tarczyca może być niepowiększona bez zmian echogeniczności. W późniejszym okresie echostruktura tkanki tarczycowej jest obniżona jako konsekwencja nacieków limfocytarnych, często niejednorodna, z obecnością zwłóknień, zmniejszeniem objętości narządu.

Generalnie wyróżnia się cztery fazy choroby. Faza I to etap początkowy charakteryzujący się brakiem zaburzeń czynności tarczycy, brakiem przeciwciał przecitarczycowych, obecnością czynników ryzyka rozwoju choroby, np. wywiady rodzinne, cechy nadreaktywności układu immunologicznego. Faza II – dalszy etap choroby – to prawidłowe stężenie TSH, fT4, fT3 i jednocześnie obecność przeciwciał przeciwtarczycowych. Faza III charakteryzuje się subklinicznymi zaburzeniami czynności tarczycy, definiowanymi jako podwyższone stężenie TSH przy prawidłowym stężenie fT3 i fT4 i brakiem objawów klinicznych niedoczynności. Faza IV to kliniczne i laboratoryjne jawne zaburzenia czynności tarczycy. Różnorodność fenotypów choroby obejmuje zarówno obecność wola (5-10% chorych), jak i zaniku gruczołu tarczowego, młodzieńcze zapalenie tarczycy, utajne i bezbólowe zapalenie tarczycy, a także poporodowe zapalenie tarczycy.

Dodatkowa diagnostyka
Choroby tarczycy często łączą się z niedoborami witamin i minerałów, w tym witaminy D3 (osoby z Hashimoto często cierpią na polimorfizm receptora witaminy D3, co oznacza, że potrzebują więcej witaminy D niż inni ludzie), żelaza i ferrytyny czy witaminy B12 i kwasu foliowego (wiele objawów niedoboru witaminy B12 może się pokrywać z objawami choroby tarczycy). Na niedobory w organizmie wskazują również parametry morfologii krwi (MPV, MCH, MCHC).

Wysoki poziom eozynofilów oraz monocytów często świadczy natomiast o chorobie autoimmunologicznej, a także wiążącymi się z nią nietolerancjami i alergiami pokarmowymi, czy pasożytami. W proteinogramie osób z chorobami autoimmunologicznymi diagnozuje się często podwyższony poziom alfaglobuliny i betaglobuliny oraz obniżone albuminy. Problemowe jest również podwyższone lub obniżone białko całkowite.

Hormony tarczycy wpływają również na pracę nadnerczy, a także hormony płciowe (LH, FSH, testosteron, prolaktyna, estrogen). Sporo osób zmagających się z Hashimoto ma także nieszczelne jelita, insulinooporność, zaburzenia metylacji oraz złe wyniki profilu lipidowego (nieprawidłowy stosunek HDL do LDL oraz wysokie trójglicerydy) i enzymów wątrobowych (podwyższone).


Miałam bardzo niskie parametry czerwonokrwinkowe. Musiałam więc włączyć do diety m.in. wątróbkę, które nigdy nie lubiłam. Ugotowana na parze jednak bardzo mi smakowała. 

Choroby autoimmunologiczne często chodzą parami, trójkami, a nawet czwórkami. Jeśli więc mimo odpowiedniej diety, suplementacji i zmiany trybu życia nie widać poprawy, warto wykonać dalszą diagnostykę, aby sprawdzić, czy nie borykamy się jednocześnie ze stwardnieniem rozsianym, zespołem Sjögrena, twardziną układową, zespołem antyfosfolipidowym, toczniem, autoimmunologicznym zapaleniem wątroby, reumatoidalnym zapaleniem stawów, cukrzycą typu 1, łuszczycą, chorobą Addisona, chorobą Gravesa-Basedova czy celiakią.

W przypadku Hashimoto organizm może wytwarzać również przeciwciała przeciwko innym organom. Przykładowo tzw. brain fog, czyli mgła mózgowa jest wynikiem wytwarzania przeciwciał przeciwko własnemu mózgowi. Mówi się, że ma je aż 1/3 osób chorujących na Hashimoto.

Tym samym konieczne jest wykonanie badania przesiewowego ANA1 i określenie miana oraz typu świecenia. Wysoki wynik miana, powyżej 100 wskazuje na toczącą się chorobę autoimmunologiczną. Niektórzy jednak odczuwają symptomy choroby nawet przy niższych wartościach. Typ świecenia fluorescencji jądrowej (np. ziarnistej, jąderkowej, cytoplazmatycznej) powiązany jest natomiast z występowaniem antygenów, które przypisane są do konkretnych jednostek chorobowych. Zazwyczaj  jest ich kilka (laboratoria opisują wynik), dlatego można wykonać następnie już dokładniejsze testy, aby dokładnie zidentyfikować „wroga”.

Ogólnie rzecz biorąc, konieczna jest pełna diagnostyka i odpowiednia interpretacja wyników. Wiem z doświadczenia, jak trudno jest uzyskać skierowanie na badania z Narodowego Funduszu Zdrowia. Szczególnie młodym osobom. Warto jednak szukać lekarzy, którzy chcą leczyć swoich pacjentów, a nie tylko wyciszać symptomy. Najlepiej pytać o polecenia znajomych, którzy również zmagają się z chorobami tarczycy, na forach i grupach wsparcia, aby nie wyrzucać pieniędzy w błoto.

Zachęcam jednocześnie, aby nie poprzestawać na podstawowej diagnostyce i szukać przyczyn występowania symptomów choroby. Diagnoza „taka jest Twoja natura” w żaden sposób mnie nie przekonuje i Was również nie powinna!

Przyczyny autoagresji
W przewlekłym zapaleniu tarczycy typu Hashimoto dominują mechanizmy immunologiczne zależne od limfocytów T, prowadzące do uszkodzenia komórek tarczycy za pośrednictwem uwalnianych cytokin i śmierci komórek na drodze apoptozy. Skutkuje to niedoczynnością tarczycy i zanikiem gruczołu. W procesie destrukcji komórek tarczycy biorą udział przede wszystkim wewnątrztarczycowe cytotoksyczne limfocyty T, wykazujące ekspresję CD8 oraz limfocyty T, wytwarzające przeciwciała przeciwtarczycowe. Przeciwciała są produkowane głównie przez limfocyty naciekające gruczoł tarczowy i tylko w niewielkim stopniu przez miejscow węzły chłonne lub szpik kostny. Przeciwciała anty-TPO stanowią heterogenną grupę, część z nich ma właściwości cytotoksyczne, część natomiast reaguje z peroksydazą tarczycową, hamując jej aktywność. Peroksydaza tarczycowa odgrywa główną rolę w biosyntezie hormonów tarczycy poprzez katalizację organifikacji wewnętrztarczycowego jodu oraz jodowanie reszt tyrozylowych prekursorów hormonów tarczycy i ich sprzęganie. Wykazano także korelację między stężeniem anty-TPO a produkcją cytokin TNF-α, INF-γ oraz interleukiny IL-6.

Drugim rodzajem przeciwciał charakterystycznych dla choroby Hashimoto są przeciwciała anty-TG. Ich rola w etiopatogenenezie choroby nie jest tak oczywista. Warto podkreślić, że stężenia przeciwciał anty-TPO i anty-TG nie wykazują korelacji ze stanem czynnościowym tarczycy ani nie są czynnikami prognostycznymi wystąpienia niedoczynności tarczycy w przebiegu choroby. Stężenie anty-TPO ma natomiast wpływ na intensywność nacieków limfocytarnych w gruczole tarczowym i stopień uszkodzenia tego gruczołu. Ostatnim etapem rozwoju choroby jest destrukcja gruczołu tarczowego, będąca wynikiem nacieku cytotoksycznych limfocytów T produkujących przeciwciała limfocytów B i makrofagów. Destrukcja jest konsekwencją apoptozy zachodzącej w tarczycy. Cały proces jest najprawdopodobniej wyzwalany zależną od limfocytów Th1 produkcją cytokin TNF-α, INF-γ oraz interleukiny IL-16. Do wystąpienia choroby konieczne jest współdziałanie czynników genetycznych i środowiskowych.

Kiedy zaczęłam się bardziej interesować tematyką zdrowia i Hashimoto, zaczęłam zastanawiać się, czym sobie „zasłużyłam” na tę chorobę. Dlaczego mój układ odpornościowy zaczął traktować mnie jako wroga? Myślę, że podobne pytanie zadaje sobie każdy, kto usłyszał diagnozę w kierunku Hashimoto. Nie znalazłam od razu odpowiedzi. Nie zdawałam sobie bowiem sprawy z wielu rzeczy, które były dla mnie fatalne w skutkach. Dopiero, gdy zaczęłam czytać coraz więcej, zrozumiałam, gdzie mogłam popełnić nieświadomie błędy.

Dr Alessio Fasano, światowej sławy gastroenterolog oraz specjalista w leczeniu celiakii i chorób autoimmunologicznych przyrównuje proces tworzenia się autoimmunologicznej do trójnogiego stołka. Twierdzi, że muszą zostać spełnione trzy warunki, takie jak: predyspozycja genetyczna (choroby autoimmunologiczne u najbliższych krewnych), rozszczelniona bariera jelitowa oraz czynnik wyzwalający (toksyny środowiskowe, nadmierny stres), aby choroba z autoagresji uległa manifestacji.

Pamiętam, że kiedy zapytałam pierwszego endokrynologa o przyczyny autoagresji, wskazał na geny. Faktycznie, badania rodzin i bliźniąt dotkniętych chorobami autoimmunologicznymi dostarczyły wielu dowodów na obecność czynnika genetycznego w patogenezie choroby Hashimoto. Wykazano obecność przeciwciał przeciwtarczycowych u ponad 60% krewnych pierwszego stopnia. W przypadku choroby jednego z rodziców występowanie przeciwciał dotyczyło 28,9% dzieci płci żeńskiej i 16,7% płci męskiej, natomiast choroba u obydwojga rodziców skutkowała występowaniem ich w większym odsetku – u 42% dziewczynek  33% chłopców.

W etiopatogenezie choroby Hashimoto zasadniczy udział mają geny biorące udział w odpowiedzi immunologicznej: głównego kompleksu zgodności tkankowej HLA klasy UU, antygen 4-cytotoksycznych limfocytów T (CTLA-A), cząteczka CD40, białko fofatazy tyrozynowej-22 (PTPN 22) oraz geny specyficzne dla gruczołu tarczowego Tg i TSHR.

Moi rodzice nigdy nie mieli wykonywanych badań w kierunku Hashimoto, ale biorąc pod uwagę historię ich chorób, mogę przypuszczać, że ojciec również zmaga się z Hashimoto. Podobnie, jak doktor Fasano uważam jednak, że mimo genetycznych predyspozycji można zapobiec chorobie. Ludzkie geny ewoluują bowiem bardzo powoli, co oznacza, że częstotliwość występowania chorób agresywnych – zwłaszcza na przestrzeni kilku pokoleń – powinna utrzymywać się mniej więcej na tym samym poziomie. Z jakiegoś jednak powodu w przeciągu ostatniego półwiecza liczba zachorowań potroiła się. Skoro zatem genotyp człowieka nie mógł ulec tak dynamicznej zmianie, w grę muszą wchodzić czynniki środowiskowe.

W moim przypadku wstępem do rozwoju choroby autoimmunologiczne były z pewnością jelita, które są strażnikiem między światem zewnętrznym a wewnętrznym. Kluczowe dla ich nieszczelności były niewątpliwie przetworzona żywność, wielokrotne leczenie antybiotykoterapią, kilkunastoletnie stosowanie antykoncepcji hormonalnej,  przyjmowanie dużych ilości leków przeciwbólowych i przewlekły stres.

Powodem autoagresji mogą być również alergie pokarmowe i wziewne oraz tzw. alergie krzyżowe. Możemy bowiem odczulić się na sierść kota, a jeść spore ilości wieprzowiny i tym samym drażnić organizm alergenami krzyżującymi się.

Z chorobami autoimmunologicznymi powiązane są m.in. wirus Epsteina-Barr, Yersinia, Chlamydia, Borelioza, Escherichia Coli, Helicobacter Pylori, chronicznie zapalenie zatok, czy infekcje grzybicze. Badania potwierdziły, że w przeszłości miałam część z nich. W każdym razie, mówi się o trzech możliwych mechanizmach, poprzez które wirusy, bakterie i grzyby mogą zapoczątkować lub zaostrzyć przebieg procesów autoimmunologicznych. Pierwszy z nich dotyczy teorii molekularnej mimikry, polegającej na homologii i podobieństwie strukturalnym, serologicznym i funkcjonalnym pomiędzy antygenami drobnoustrojów a tkankami organizmu wyższego. Bakterie upodabniają się przykładowo do tkanek naszego organizmu przez co łatwiej im jest wniknąć do niego i wprowadzają w błąd nasz system immunologiczny, który nie będzie w stanie właściwie rozpoznać patogenów. Druga teoria dotyczy biernej aktywacji, zdaniem której stan zapalny rozprzestrzenia się na sąsiadujące, zdrowe tkanki poprzez aktywację autoreaktywnych limfocytów. Bierna aktywacja nie wymaga podobieństwa molekularnego, jakie ma miejsce w molekularnej mimikrze. Co gorsze, w tym przypadku zdrowe komórki podczas infekcji mogą zostać przypadkowo uszkodzone. Natomiast według trzeciej teorii infekcja powoduje prozapalne środowisko, które prowadzi do śmierci komórki, stresu oksydacyjnego i produkcji wolnych rodników. W konsekwencji własne proteiny stają się obcymi.

Epidemię chorób autoimmunologicznych tłumaczy też tzw. hipoteza higieny. Choć zwykliśmy postrzegać bakterie jak groźne dla naszego zdrowia drobnoustroje, większość gatunków jest neutralna lub wręcz przyjazna człowiekowi, by móc cieszyć się zdrowiem. Wedle hipotezy higieny sami wyniszczamy przyjazne bakterie, co przekłada się na funkcjonowanie układu odpornościowego. Ogromny wpływ na to ma cesarskie cięcie, karmienie butelką, antybiotyki, szczepionki, przebywanie w sterylnych warunkach, dezynfekcja rąk itd.

Problemowy jest również brak limfocytów T regulujących odpowiedzialnych za odporność immunologiczną, hamowanie reakcji autoimmunologicznych i zwiększających tolerancję na własne antygeny. Sytuację pogarsza chroniczny stan zapalny organizmu, który w moim wypadku mógł być spowodowany nadmiernym stresem, przetrenowaniem,  jedzeniem przetworzonej żywności, piciem zbyt dużych ilości alkoholu (a swego czasu piłam sporo), zaburzeniami trawiennymi, siedzącym trybem życia, zaburzeniami snu, czy infekcjami wirusowo-bakteryjnymi.

Swoją cegiełkę do rozwoju choroby dołożyły w moim wypadku również zaburzenia metylacji  i przedostawanie się do organizmu toksycznych substancji. Niski pozom hormonów tarczycy (niskie fT3 i fT4) powoduje bowiem wydzielanie TSH i w konsekwencji nadtlenku wodoru. Nadtlenek wodoru jest niezbędny do utleniania jodu z nieaktywnego w aktywny, by mógł brać udział w produkcji hormonów tarczycy. Przy zwiększonej podaży jodu zwiększa się produkcja nadtlenku wodoru. Jod może jednak nasilić autoagresje (za mała jego ilość również). Zwiększona oksydacja, ale również sama niedoczynność tarczycy (wysokie TSH) większa ilość nadtlenku wodoru, co prowadzi do uszkodzenia komórek. Temu procesowi powinna zapobiegać peroksydaza glutationowa. W przypadku zaburzeń metylacji proces ten jest jednak upośledzony.

Ogromne znaczenie nie tylko dla jelit, ale i układu odpornościowego miały zanieczyszczenia najbliższego otoczenia.  Toksyny (rtęć stosowana w plombach amalgatowych, ołów, arszenik czy bisfenol A zawarty w puszkach do przechowywania żywności) mogły spowodować atrofię (zanik) grasicy, tym samym uniemożliwiając produkcję odpowiedniej ilości limfocytów T regulatorowych. Dodatkowo toksyny zaburzały pracę głównych centr energetycznych organizmu – mitochondriów, a także konwersję hormonu T4 do T3 (aktywnego biologicznie). Dr Amy Myers w książce „Możesz wyleczyć choroby autoimmunologiczne” porównuje organizm do filiżanki, którą toksyny napełniają kropla po kropli i twierdzi, że rozwój choroby autoimmunologicznej może być efektem „przepełnienia filiżanki” wykraczającym ponad możliwości detoksykacyjne organizmu. W przypadku problemów z metylacją jest do bardzo możliwe. Trudno jednak unikać toksyn mieszkając na Śląsku wśród hut i kopalni, podgrzewają jedzenie w mikrofalówce, jedząc sporo tuńczyka z puszki czy stosując kremy z parabenami.

Współczesny człowiek ma bezpośrednią styczność ze znacznie większą ilością substancji toksycznych niże jego przodkowie. Związki chemiczne obecne w powietrzu, wodzie i w pożywieniu – toksyny, z którymi stykamy się w domu, pracy, sytuacjach codziennych – w znacznym stopniu obciążają nasz układ odpornościowy.

Do rozwoju autoagresji przyczyniły się u mnie również zaburzenia hormonalne, mianowicie przewaga estrogenowa wywołana wieloletnim stosowaniem antykoncepcji hormonalnej, a przede wszystkim nadmierny stres. Generalnie stres uważam za jeden z kluczowych czynników wyzwalających moją autoagresję. Zarówno ten fizyczny, związany z przetrenowanie, brakiem snu, imprezami co weekend, jak i psychiczny. Co więcej, doświadczenie prowadzenia osób z chorobą Hashimoto pokazuje mi, że większość pochodzi z rodzin dysfunkcyjnych, jest Dorosłymi Dziećmi Alkoholików, ma stresującą pracę lub jest w toksycznym związku.

Dr Izabella Wentz w książce „Zapalenie Tarczycy Hashimoto” podkreśla rolę nadmiernego stresu, który wspólnie z niedoborami pokarmowymi i rozszczelnieniem jelit leży u podstaw choroby i jest odpowiedzialny za jej kontynuację. Liczne badania naukowe pokazują, że chroniczny stres hamuje funkcje trawienne, zmniejsza rozmiar tkanki limfatycznej oraz krążących w krwiobiegu komórek układu białokrwinkowego (limfocytów, eozynofili, bazofili, monocytów) oraz blokuje odpornościową odpowiedź komórkową czy generuje cytokiny prozapalne.

Do wyzwolenia procesu autoimmunologicznego może przyczynić się również niedobór witaminy D3 (a w pierwszym badaniu jakie zrobiłam parę lat temu miałam spory niedobór). Witamina D3 poza wpływem na gospodarkę wapniowo-fosforanową i na tankę kostną wywiera działanie plejotropowe dotyczące m.in. chorób autoimmunologicznych. Wyniki badań epidemiologicznych sugerują związek pomiędzy niedoborem witaminy D3 i zwiększoną zapadalnością na choroby autoimmunizacyjne, w tym Hashimoto. Istnieją także doniesienia o roli polimorfizmów receptora witaminy D (VDR) w etiopatogenezie choroby Hashimoto. Problemowa jest również podaż jodu, która zwiększa częstość zachorowania. Mimo to, rekomenduje się spożywanie jodowanej soli, aby zapobiec zaburzeniom z niedboru jodu.

Do jednego z czynników rozwoju Hashimoto należy również ciąża, co może być tłumaczone m.in. przez mechanizm mikrochimeryzmu płodowego. Jest to obecność komórek płodowych w tkankach matki przenoszonych drogą krążenia matczynego podczas ciąży. Odpowiedź układu immunologicznego kobiety na obce płodowe antygeny może wyzwolić chorobę. 

Przyczyn zachorowania może być więc bardzo dużo. Autoagresja na pewno nie rozwinęła się w moim wypadku nagle, a jest wynikiem wieloletniego procesu. Nigdy nie miałam jednak do siebie żadnych pretensji, ani do siebie, ani do rodziców, nie rozpamiętywałam przeszłości, a skupiałam się na tym co mogę dla siebie zrobić, by wprowadzić chorobę w remisję.

Leczenie
Pamiętam, że na początku najtrudniej było mi przeboleć fakt, że Hashimoto nie można wyleczyć, że będzie mi towarzyszyło już do końca życia. Obiecałam sobie więc, że dołożę wszelkich starań, by przywrócić równowagę w moim organizmie.

Optymalizacja diety i stylu życia to priorytet, jednak w moim wypadku, ze względu na obecność wielu symptomów choroby, pierwszym krokiem było ustabilizowanie poziomu hormonów tarczycy i włączenie terapii hormonalnej. Każda komórka naszego ciała posiada receptor tarczycy,dlatego wysokie TSH i zbyt niski poziom hormonów fT3 i Ft4 przez dłuższy czas jest destrukcyjny.

Wprowadzenie leczenia konieczne jest przy zawyżonym wyniku TSH, które powoduje złe samopoczucie, problemy z wypróżnianiem, wypadanie włosów, senność, zmęczenie. Oznacza mniej kwasu żołądkowego, mniej żółci, gorsze trawienie białek i tłuszczy, selektywne wchłanianie węglowodanów prowadzące do insulinooporności, hipoglikemii, wyrzutów kortyzolu i w konsekwencji wypalenia nadnerczy i produkcji rT3. Wysokie TSH to również produkcja nadtlenku wodoru. Poza tym ustabilizowanie poziomu TSH zwiększa szansę na remisję Hashimoto.

Zastosowanie leczenie jest również konieczne, gdy fT4 jest w dolnej granicy przy prawidłowym TSH oraz gdy fT3 jest w dolnej granicy przy prawidłowym T4 i TSH (najczęściej jednak wprowadzenie samego T4 nic nie daje albo mamy za dużo rT3 i musimy wprowadzić T3).

Początkowo stosowałam sam Letrox, a więc tylko syntetyczną tyroksynę, dopiero z czasem włączyłam również Novothyral, która zawiera tyroksynę i trijodotyroninę. Niektórzy stosują Cytomel lub Thybon, czyli sam T3. Trijodotyroninę należy wprowadzać bardzo ostrożnie, zgodnie z zaleceniem endokrynologa, zaczynając od jak najmniejszych dawek i regularnie badać poziom hormonów we krwi. To nie są leki na odchudzanie, jak się niektórym wydaje, choć faktycznie niskie poziom fT3 łączy się najczęściej ze spowolnionym metabolizmem, problemami z budową masy mięśniowej i spalaniem tkanki tłuszczowej.

Obecnie rekomenduje się podaż leku na czczo 60 minut przed posiłkiem, a nie jak dotychczas 30 minut, z uwagi na korzystniejsze wchłanianie. Zadowalające wchłanianie można uzyskać także podając lek wieczore, 4 godziny po ostatnim posiłku. Można również polecać podać preparatu wybranym chorym, zwłaszcza wymagającym nadzorowanego przyjmowania leku, raz w tygodniu, jednorazowo odpowiednik 7-dniowej dawki. Nie dotyczy to dzieci, ciężarnych i przypadków współistnienia niewydolności wieńcowej.

Swego czasu miałam również podejście do świńskiej tarczycy. W Internecie można kupić WP Thyroid, Thyroid-S, TR Thyroid czy Thiroyd. Niestety, po kilku tygodniach przerwałam kurację, gdyż czułam się fatalnie, ale wiele osób bardzo sobie ją chwali, gdyż zawiera zarówno T4, jak i T3 w proporcjach zbliżonych do naturalnych, a także niezbadane jeszcze dokładnie hormony T1 i T2. Jedna tabletka 65mg zawiera najczęściej 38mcg T4 i 9mcg T3 (proporcje 81% – 19%). Zazwyczaj zaczyna się kurację od 1/2 tabletki i co 2/3 tygodnie zwiększa o 1/4. Jaki zastosować przelicznik? Zaleca się, by było to 50% dziennej dawki T4 z syntetycznego, np. Euthyrox 50mg = 25mcg świńskiego T4, choć inne źródła podają 1:1. U osób z chorobami autoimmunologicznymi dawkę dobiera się wg zasady 1,56mg/kg masy ciała. Najlepiej skonsultować wprowadzenie świńskiej tarczycy z lekarzem (choć nie znam szczerze mówiąc takiego endokrynologa) lub doświadczonym dietetykiem. Przeszkodą może być jedynie dość wysoka cena i długi czas oczekiwania na przesyłkę.

Niezależnie jednak, po które hormony tarczycy sięgniemy, żaden z tych leków nie wpłynie na przyczynę niedoczynności i Hashimoto. Kiedy poziom hormonów tylko delikatnie odbiera od normy (np. fT3 jest na poziomie 40%, a fT4 30%, najgorzej gdy mamy kolejno 50% i 10%, jak w moim wypadku), warto spróbować unormować ich poziom dietą, suplementacją, uzupełnieniem niedoborów witamin i minerałów, zmianą tryby życia i skontrolować ich poziom na przykład po 3 miesiącach. Jeśli nie nastąpi poprawa lub co gorsza, wyniki będą jeszcze gorsze, wprowadzenie syntetycznych hormonów jest jedynym rozwiązaniem. Najczęściej hormonoterapię będziemy jednak musieli stosować już do końca życia. Lek wbudowuje się bowiem w cykl fizjologiczny i na skutek ujemnego sprzężenia zwrotnego endogenna produkcja zostaje zahamowana. Niedoczynność tarczycy może jednak zaburzać proces remisji choroby autoimmunologicznej i musi zostać uregulowana. Unormowanie TSH spowoduje bowiem zahamowanie wydzielania nadtlenku wodoru, który niszczył tkankę tarczycy. Samo unormowanie pracy tarczycy też jednak nie wystarczy. Rozwiązaniem nie jest również wycięcie tarczycy. Faktycznie, nie będziemy mieli stanu zapalnego w tym organie, ale choroba autoimmunologiczna, jak już pisałam, dotyczy całego organizmu i wkrótce mogą się pojawić przeciwciała skierowane przeciwko trzustce, wątrobie czy innym organom.

Osoby, które śledzą na bieżąco mój prywatny blog wiedzą, że w ostatnim czasie z moim nowym lekarzem zdecydowaliśmy się rozpocząć kurację LDN-em, czyli niskimi dawkami Naltrexonu. Jego stosowanie wzmacnia układ immunologiczny poprzez wzrost produkcji endogennych endorfin, redukcję stanu zapalnego, wpływ na syntezę DNA, sprzyjające procesom gojenia zmniejszenie perystaltyki jelit, a także poprzez zwiększenie cytokin związanych z komórkami T regulującymi, prowadząc do zmniejszenia Th-17. Najczęściej stosuje się dawki 1-4,5mg. Dawka musi być indywidualnie dobrana, gdyż lek może powodować irytację i rozdrażnienie. Gdy dochodzi do gwałtownej poprawy, konieczne jest czasem zmniejszenie dawki hormonów tarczycy. Małe dawki nie wykazują działania toksycznego na wątrobę, mogą być stosowane przez osoby po przeszczepach i przewlekle stosujące leki przeciwbólowe, są bezpieczne w ciąży.  Ważne jednak, aby przy leczeniu wzmocnić jelita i zadbać również o inne aspekty, bo lek nie załatwi wszystkiego. Generalnie jestem bardzo pozytywnie nastawiona do leczenie Naltrexonem i jeśli będzie zainteresowanie, napiszę o nim odrębny artykuł.


Zaczynałam od 1mg, obecnie przyjmuję 2mg, docelowo 4,5mg. Jak na razie czuję się bardzo dobrze!

Mimo ewidentnego tła autoimmunologicznego choroba Hashimoto nie jest wskazaniem do stosowania immunosupresji. Zastosowanie glikokortykosteridów, podobnie, jak innych leków immunosupresyjnych może spowodować zahamowanie procesu zapalnego z ustąpieniem objawów klinicznych i obniżeniem miana przeciwciał przeciwtarczycowych, jednak po odstawieniu leków choroba wraca do stanu wyjściowego. Ponadto niepożądane działania tych leków przewyższają korzyści płynące z ich zastosowania. Jeden z endokrynologów, u którego się konsultowałam zaproponował mi ze względu na stan zapalny tarczycy przyjmowanie Hydrokortyzonu. Fakt, najmniejszej dawki 10mg dziennie, ale po przeanalizowaniu wszystkich za i przeciw nie zdecydowałam się na terapię i nie żałuję też decyzji.

Generalnie wielu pacjentów z chorobą Hashimoto nie wymaga leczenia (dobre wyniki TSH, fT3, fT4). Zalecane jest wówczas jedynie monitorowanie chorego.

Suplementacja
W leczeniu Hashimoto i niedoczynności tarczycy niezbędne jest również uzupełnienie niedoborów witamin i minerałów. Jest ono szczególnie kluczowe dla poprawy konwersji hormonów T4 do T3. Oczywiście, najważniejsza jest pełnowartościowa dieta. Czasami jednak niezbędna jest suplementacja. Wcześniej konieczna jest jednak odpowiednia diagnostyka i indywidualny dobór dawkowania.

Suplementacja do rozważenia:

* witamina D3 łącznie z K2, która jest niezbędna dla prawidłowej pracy systemu odpornościowego, a jej niedobór jest ściśle powiązany z występowaniem chorób autoimmunologicznych, w tym Hashimoto. Należy pamiętać, że absorpcja witaminy D3 z jelita cienkiego wymaga zarówno zdrowych jelit, jak i obecności tłuszczu w diecie.

* selen, który jest niezbędny do aktywacji peroksydazy glutationowej. Optymalny poziom selenu we krwi to 100 uG/L. Selen potrafi łączyć się z innymi metalami ciężkimi tworząc nieaktywne związki, a więc detoksyfikuje. Pomagają mu również witamina C (acerola, camu camu, liposomalna), beta-karoten, witamina A, E, B6, cynk. Nadmiar selenu może przyczynić się jednak do nowotworów, więc nie zaleca się większych dawek, niż 100-200mcg dziennie. Należy sięgnąć po produkt bez drożdży i przyjmować w odstępie minimum 4 godzin od hormonów tarczycy,

* cynk  (25/50mg (optymalnie 30mg), wyższe dawki mogą obniżyć poziom żelaza i miedzi w organizmie), który jest potrzebny do produkcji hormonów tarczycy, a także podczas procesu konwersji nieaktywnego hormonu T4 w  T3. Cynk pomaga także przy stymulowaniu przysadki mózgowej do sygnalizacji tarczycy do produkcji hormonów,

* żelazo, którego niedobór żelaza hamuje konwersję l-fenyloalaniny do l-tyrozyny, co obniża wydajność pracy tarczycy. Najlepszym rozwiązaniem jest przyjmowanie żelaza w w mniejszej dawce, a regularnie, bo poziom ferrytyny podnosi się bardzo wolno. Oczywiście, o ile nasze wcześniejsze zmiany w diecie nie przyniosły rezultatów,

 

* magnez (kąpiele w soli magnezowej), który jest polecany w szczególności osobom zestresowanym i aktywnym fizycznie,

* probiotyk, dla prawidłowej pracy jelit, z których pochodzi 75% naszej odporności. Tarczyca produkuje 93% hormonu T4, który jest nieaktywny, a tylko 7% T3. Aby hormon stał się aktywny (konwersja T4 do T3) potrzebny jest enzym sulfataza, produkowany przez bakterie znajdujące się w naszym przewodzie pokarmowym. Kiedy nasz przewód pokarmowy nie działa prawidłowo, a szczególnie właśnie gdy zaburzona jest flora bakteryjna, dochodzi do deficytu hormonu T3,

* kwasy omega-3 dla redukcji stanu zapalnego (EPA, DHA 1-3g dziennie), zalecam tylko te preparaty, które mają badania w kierunku obecności metali ciężkich,

* adaptogeny, czyli suplementy wpływające na  stymulację systemu odpornościowego, a także pracę nadnerczy, jak np.  różeniec górski,

* witamina C,  która pomaga wątrobie w konwersji T4 do T3 i wzmacnia układ odpornościowy.

Na hasło JOAHAS macie 7% zniżki na całe zakupy w sklepie Muscle Zone.

Plan działania
Najgorsze w chorobach autoimmunologicznych jest to, że człowiek czuje się, jakby jakaś obca siła przejęła kontrolę nad jego ciałem. Gdy dopada nas grypa, wiemy przynajmniej, że po kilku dniach wszystko wróci do normy. W przypadku choroby autoimmunizacyjnej człowiek ma natomiast wrażenie, że choroba wyssała z niego siły. Trzeba o wszystko pytać chorobę, bo czasy, gdy mogliśmy liczyć na swoje ciało, dawno minęły, a wraz z nim dawny poziom energii, możliwości umysłowe i zdrowie emocjonalne. W Hashimoto może objawy nie są tak straszne, jak w innych chorobach autoimmunologicznych, niektórzy nie odczuwają ich w ogóle, ale świadomość, że układ odpornościowy ni z tego, ni z owego zmienił strony i przypuścił atak na tarczycę, jest trudna. Trzeba jednak spojrzeć na swoje ciało, jak na najlepszego przyjaciela i sojusznika, a nie wroga i sabotażystę i zapewnić mu wszystko to, co dla niego najlepsze.

Medycyna konwencjonalna ogranicza leczenie niedoczynności i Hashimoto do syntetycznych hormonów, wyciszając jedynie symptomy choroby. Taka strategia może przynieść korzyści na początku, ale po jakimś czasie objawy wrócę ze zdwojoną siłą. Z własnego doświadczenia wiem, że tylko długotrwałe zmiany w diecie, suplementacja i odpowiedni tryb życia mogą doprowadzić chorobę do remisji i zapobiec jej rozwojowi. Priorytetem jest więc wyeliminowanie źródeł problemu, czyli usunięcie czynników, które spowodowały zaburzenia pracy układu autoimmunologicznego oraz wzmocnienie go. U każdego mogą one być inne. To kwestia indywidualna. Nie mówię, że nagle mamy zamieszkać w domu na wsi, jeść tylko to, co sami sobie wyhodujemy, wyłączyć telefon i odciąć się od wszystkich możliwych stresorów. To niemożliwe. Poza tym, czy właśnie to, da nam szczęście i zapewni odpowiedni poziom serotoniny niezbędnej do prawidłowego funkcjonowania organizmu? Niekoniecznie.

Choroba skłoniła mnie jednak do refleksji nad własnym życiem. Diagnoza była dla mnie jak kubeł zimnej wody. Kazała się zatrzymać. Stała się motywacją do zmiany swojego życia na lepsze. Do poprawy jego jakości. Do zwrócenia uwagi na rzeczy, o które nigdy wcześniej nie dbałam.

Jeśli mam ochotę iść na imprezę, to idę, ale tylko wtedy, gdy cały następny dzień mogę poświęcić na regenerację. Jeśli chodzi za mną „cheat meal”, to robię ciasto z dozwolonych dla mnie produktów, które czasami smakują lepiej, niż te dostępne w normalnej cukierni. Postawiłam też w końcu na własne szczęście i uwolniłam się od toksycznych osób i relacji, rozpoczęłam terapię psychologiczną. Zmieniłam po prostu swoje życie o 180 stopni. Choroba była więc dla mnie motorem napędowym. Dziś jestem naprawdę szczęśliwym człowiekiem.

Co w moim wypadku okazało się kluczowe, oczywiście poza leczeniem i uzupełnieniem niedoborów?

1. Uszczelnienie jelit – regeneracja jelit trwa nawet do roku, ale chcąc wprowadzić Hashimoto w remisję, musimy uzbroić się w cierpliwość. Naturalne probiotyki i prebiotyki z pożywienia (kiszonki, zakwas z buraków), celowana probiotykoterapia, kwas masłowy, redukcja stresu, odpowiednie nawodnienie i ilość snu, pozbycie się infekcji – to wszystko może pomóc nam w przywróceniu równowagi w naszych jelitach. Czasem konieczna jest kuracja enzymami trawiennymi lub wyleczenie współtowarzyszącego SIBO.


Obecnie piję zakwas z buraków, a jeśli nie mam czasu zrobić swojego, kupuję takie soki.

2. Optymalizacja diety – żywienie w chorobie Hashimotoma powinno umożliwić prawidłowe wchłanianie leków poprzez unikanie interakcji ze składnikami żywności, w miarę możliwości uwzględnić nietolerancje pokarmowe, pomóc w uzyskaniu prawidłowej masy ciała oraz stanowić profilaktykę powikłań niedoczynności tarczycy w postaci zaburzeń lipidowych.

Kiedyś myślałam, że protokół autoimmunologiczny jest koniecznością. Jest to jednak bardzo restrykcyjna dieta. Wyklucza m.in. spożywanie zbóż, glutenu, nabiału, jajek, orzechów i pestek, roślin strączkowych, warzyw krzyżowych i psiankowatych, tłuszczy roślinnych, przetworzonych węglowodanów, cukru i jego pochodnych, picia kawy, kakao, czy herbat. Swego czasu byłam zła na siebie, że nie jestem w stanie zrezygnować z jajek czy kawy.

Oczywiście, nawet 7% osób z chorobą Hashimoto choruje jednocześnie na celiakię. Coraz częściej diagnozuje się nieceliakalną nadwrażliwość na gluten. Błędem jest jednak stosowanie diety bezglutenowej u pacjentów z chorobą Hashimoto bez wykonania pełnej diagnostyki. Moja pierwsza dietetyczka z góry wykluczyła mi gluten z diety i dziś po kilku latach każda próba powrotu kończy się ogromnymi problemami żołądkowo-jelitowymi. W swojej praktyce nigdy nie eliminuje więc bezpodstawnie zbóż glutenowych z diet osób zmagających się z Hashimoto, jedynie zwracam uwagę, na ich jakość i stopień przetworzenia.

Równie kontrowersyjnym tematem jest stosowanie diety bezlaktozowej w Hashimoto. Mleko o produkty mleczne są głównym źródłem przyswajalnego wapnia, witamin z grupy B, białka, cynku, potasu i magnezu. Laktoza ma niski indeks glikemiczny, co skutkuje dobrą regulacją produkcji hormonów odpowiedzialnych za występowanie uczucia głosu i sytości. Laktoza działa, jako prebiotyk – indukuje wzrost bakterii z rodzaju Lactobacillus i Bifidobacterium. Enzym laktaza zapewnia rozkład laktozy do cukrów prostych. Pierwotna hipolaktazja jest bardzo rzadka. Wtórna, spowodowana uszkodzeniem błony śluzowej jelita cienkiego m.in. w wyniku działania antybiotyków, niesteroidowych leków przeciwzapalnych czy w przypadku celiaki, jest diagnozowana dużo częściej (w Polsce ok. 37%). Nie u wszystkich pojawiają się jednak objawy nietolerancji (ok. 15% populacji z hipolaktazją). Wówczas dieta bezlaktozowa nie jest rekomendowana. Co więcej, w przypadku objawów, ścisła dieta powinna być ograniczona jedynie do czasu poprawy, a później należy ustalić indywidualną dzienną dawkę, która nie wywołuje objawów. Przez długi czas również nie jadłam nabiału. Z czasem zdecydowałam się jednak wrócić i na zasadzie prób i błędów sprawdziłam, na jakie ilości mogę sobie pozwolić. Jeśli moi podopieczni z Hashimoto nie odczuwają żadnych dolegliwości ze strony układu pokarmowego po spożyciu mleka i przetworów mlecznych, również nie wykluczam ich z jadłospisu, a jedynie zalecam dbanie o ich jakość i umiar.


Od momentu zdiagnozowania u mnie Hashimoto wypróbowałam wiele różnych schematów odżywiania. Najlepiej czuję się jednak na rozkładzie 20% białka, 30% tłuszczy i 50% węglowodanów. Żadne skrajności na dłuższą metę nie były dla mnie dobre. 

Czy badania w kierunku nietolerancji IgG i IgA mają sens? W tym temacie również mamy wiele kontrowersji. Oficjalnie badania nie są rekomendowane, jednak w w wielu przypadkach są pomocne. Warto jednak pamiętać, że dieta eliminacyjna nie może trwać do końca życia i z czasem należy wprowadzać poszczególne produkty i sprawdzać reakcje ze strony układu pokarmowego.

Osobiście uważam, że jeśli nie ma żadnych potwierdzonych badaniami chorób współtowarzyszących, alergii czy nie nietolerancji, to najważniejsze jest wykluczenie cukrów, tłuszczy trans czy alkoholu i oparcie się na zdrowych, nieprzetworzonych produktach (chude mięso, ryby, jajka, strączki, warzywa, owoce, tłuszcze bogate w kwasy omega-3 itd.).

Dieta jest jednak bardzo indywidualną kwestię i warto skonsultować ją z dietetykiem klinicznym.

3. Wzmocnienie układu immunologicznego – system odpornościowy ma dwa główne ramiona: Th1 oraz Th2. Th1 jest odpowiedzialne za produkcję komórek komórek NK (natural killer) i limfocytów Tc (cytoksycznych), które są odpowiedzialne za walkę z patogenami, natomiast Th2 odpowiada za produkcję limfocytów B, które decydują o tym, które komórki należy zniszczyć. U osób chorujących na Hashimoto ramię Th1 jest zazwyczaj bardziej aktywne. Podwyższony poziom cytokin Th1 (IL-2, IL-12, TNF alpha, interferony) blokuje receptory tarczycy, co nie pozwala hormonom na przedostanie się do komórki i prowadzi do niedoczynności. Kluczem do remisji jest doprowadzenie ramion Th1 i Th2 do równowagi. Priorytetem jest zbilansowana dieta, uzupełnienie niedoborów i zmiana trybu życia. Za stymulatory ramienia Th2 (w dominacji Th1) uważa się również kofeinę, zieloną herbatę czy Resveratrol. Jednocześnie należy unikać lukrecji, echinacei czy melisy.

Bardzo ważne w kontekście układu odpornościowego jest również zdiagnozowanie i leczenie infekcji.

3. Ustabilizowanie poziomu cukru i insuliny we krwi – niestety, bardzo często w parze z Hashimoto mamy do czynienia z insulinoopornością. Gwałtowne skoki i spadki cukru wywołują reakcje ze strony współczulnego układu nerwowego, co mocno obciążą nadnercza. Wydzielany wówczas kortyzol potrafi na wiele sposobów osłabić pracę tarczycy, np. poprzez wpływ na przysadkę, od której pracy zależy poprawne funkcjonowanie tarczycy, czy też poprzez zmniejszenie konwersji horomonu T4 w T3. Jednocześnie zbyt wysoki poziom cukru będzie miał prozapalny wpływ na cały organizm, a dokładniej insulinooporność nabyta w jego konsekwencji spowoduje idealne podłoże dla chorób autoimmunologicznych. Osobiście, ze względu na PCOS i insulinooporność od prawie 3 lat stosuję Metforminę, jednocześnie stawiam na dietę z niskim indeksem i ładunkiem glikemicznym.


Nie oznacza to, że nie zdarza mi się zjeść na mieście. Szakszuka z gryczany chlebem? Dlaczego nie! Dbam jedynie o 4-5 godzinne przerwy między posiłkami i o to, aby w każym posiłku znalazło się źródło białka, tłuszczy, węglowodanów złożonych, warzyw (największa porcja) i ewentualnie owoców.

4. Wsparcie nadnerczy – nieustanny, chroniczny stres jest jednym z głównych czynników środowiskowych aktywujących autoagresję. Tak było m.in. w moim wypadku. Chcąc wprowadzić chorobę w remisję koniecznością było wyeliminowanie w miarę możliwości wszystkich możliwych stresorów (opuszczanie posiłków, głodówki, przepracowanie, brak snu, nadmierny trening, nerwowość, niedobory witamin itd.).  Coraz częściej obserwuję u swoich podopiecznych nadmierny poziom kortyzolu i zachęcam do zwolnienia i zadbania o właściwą regenerację. Nie musimy mieć wszystkiego, nie bądźmy perfekcjonistami! Pomóc może akupunktura, taniec, basen, masaż, medytacja, joga, sauna, seks, rezygnacja ze zmianowej pracy, zwierzęta… Wszystko, co pomoże Wam pozbyć się negatywnych emocji, zapewni relaks i zdrowie psychiczne.

5. Optymalizacja aktywności fizycznej – w moim wypadku jednym z głównych stresorów była nadmierna aktywność fizyczna. Przez długie miesiące nie potrafiłam zrozumieć, że muszę odpocząć, że jestem przetrenowana, że treningami tylko pogarszam sytuację. Nie, nie posłuchałam głosów, abym ograniczyła się do spacerów, bo kolejny raz się powtórzę, ale najważniejsza jest równowaga. Czyli? Kwestia indywidualna zależna od przypadku. Ja zrezygnowałam z crossfitu, cardio, zredukowałam czas trwania treningu maksymalnie do 1,5 godziny, zawsze trenuję rano, włączyłam dwa razy w tygodniu jogę i obecnie czuję się świetnie.


Nigdy nie myślałam, że będę praktykować jogę, a tymczasem bardzo się polubiliśmy. 90-minutowa praktyka wieczorem świetnie wpływa na jakość mojego snu.

6. Poprawa jakości snu – przez lata niedosypiania, zarywania nocy, siedzenia do późna przy komputerze dorobiłam się ogromnych problemów ze snem. Zadbałam więc o jakość snu, staram się kłaść zawsze o tej samej porze, nigdy nie trenuję zbyt późno wieczorem, na kolację nie unikam węglowodanów. W końcu rano wstaję wyspana i nie czuję się, jakby przejechał mnie traktor.

7. Ograniczenie toksyn otoczeniu – nie zbawię nagle całego świata, ani nie wyprowadzę się ze Śląska na bezludną wyspę, ale na ile tylko mogę staram się ograniczać toksyny w swoim otoczeniu, m.in. stosując jak najbardziej naturalną pielęgnacj, unikając długotrwałego smażenia ryb i mięsa (gotuję głównie na parze), nie podgrzewając jedzenia w foliach oraz wspierając wątrobę (NAC, olej z wiesiołka, sauna

8. Odblokowanie metylacji – o tym, że najprawdopodobniej zmagam się z mutacją genu MTHFR wiem od ponad 3 lat. Jednak dopiero w ostatnim czasie potwierdziłam to badaniami genetycznymi. Od dawna suplementuję jednak metylowane formy witaminy B12, dbam też o wsparcie wątroby.

9. Rezygnacja z antykoncepcji hormonalnej – ze względu na negatywny wpływ na pracę tarczycy rezygnacja z antykoncepcji hormonalnej jest moim zdaniem konieczna. Po kilkunastu latach zrozumiałam w końcu, że to wcale nie jest zbawienie dla kobiet. Niestety, od czasu odstawienia nie mam miesiączki. Zdiagnozowano u mnie Zespół Policystycznych Jajników, ostatnio doszło podejrzenie endometriozy. Dwukrotnie byłam na diagnostyce w szpitalu. Cały czas jestem w procesie leczenia.

10. Psychoterapia – ogromny wpływ na mój stan zdrowia miało uporządkowanie głowy, przepracowanie wielu trudnych tematów, pozbycie się żalu, złości, całego bagażu emocjonalnego, jaki nosiłam na co dzień na swoich plecach. Uważam, że terapia ma naprawdę zbawienny wpływ. Tym bardziej, że mówi się, że choroby tarczycy są związane ze wszystkimi niewypowiedzianymi emocjami.


Do terapii trzeba dojrzeć. Wszystkim niezdecydowanym polecam więc tę książkę.

Zmiany są konieczne. Ważne jest więc holistyczne podejście, bo wiele rzeczy wpływa i wynika z drugich. Trzeba zrobić wszystko, aby zahamować rozwój choroby. Nieleczone Hashimoto, jak już wspominałam, wiąże się z ryzykiem występowania innych chorób autoimmunologicznych. Może wywołać również choroby serca, gdyż hormony tarczycy są niezbędne do prawidłowego jego funkcjonowania. W autoagresji trzykrotnie zwiększa się także ryzyko raka tarczycy, niewiele mniej –  poronienia lub urodzenia upośledzonego dziecka, a także chorób neurodegradacyjnych. Aż 1/3 osób chorujących na Hashimoto ma przeciwciała przeciwko własnemu mózgowi. Nieleczona niedoczynność tarczyca zaburza z kolei metabolizm wapnia, glukozy, hormonów nadnerczy, zmniejsza efektywność pracy wątroby i woreczka żółciowego, powoduje wzrost wagi, podwyższa poziom cholesterolu i trójglicerydów, zatrzymuje owulację, zwiększa poziom homocysteiny czy też zmniejsza detoks organizmu. Nie możemy na to pozwolić!

Wspomniane wskazówki są jednak ogólnikowe. Plan żywieniowy, suplementacja i zmiany trybu życia powinny być maksymalnie zindywidualizowane, dobrany na podstawie badań, kondycji zdrowotnej i psychicznej, stosowanych leków i stylu życia. Czasem warto oddać się w ręce osoby, która zna Hashimoto od podszewki.

Nie martw się!
Po diagnozie jakość mojego życia zdecydowanie się poprawiła. Zadbałam o swój organizm, a także stan umysłu. Doceniłam, jak ważne w życiu jest zdrowie i zrozumiałam, że trzeba żyć tak, jakby każdy dzień był naszym ostatnim. Przestałam narzekać na wszystko i dręczyć się rzeczami, na które nie mam wpływu. Zaakceptowałam i polubiłam siebie. Odkryłam nowe produkty i smaki. Poznałam mnóstwo fantastycznych ludzi. Spędzam więcej czasu z rodziną i przyjaciółmi (choć choroba zweryfikowała ich listę).

Może to dziwnie zabrzmi, ale z perspektywy czasu jestem wdzięczna losowi, że doświadczył mnie w ten sposób. Dzięki chorobie zrozumiałam, co jest w życiu najważniejsze i odkryłam swoje nowe powołanie.

Jakie są Wasze doświadczenia z chorobą? Co pozwoliło Wam jeszcze doprowadzić chorobę do remisji? Co choroba zmieniła w Waszym życiu? Czekam na Wasze komentarze!

O autorze

Joanna Haśnik

Joanna Haśnik

Z wykształcenia jestem nauczycielką historii. Przez siedem lat pracowałam jednak w Biurze Prasowym klubu piłkarskiego Ekstraklasy. Runmageddony biegałam przez kilkanaście lat w harcerstwie, zanim to stało się modne. Od dekady trenuję siłowo. Plany startu w zawodach w trójboju siłowym musiałam odłożyć jednak na przyszłość. Zmagam się bowiem m.in. z niedoczynnością tarczycy, Hashimoto, PCOS, insulinoopornością i zaburzeniami hormonalnymi. Dwa lata temu zrobiłam rewolucję w swoim życiu, postanowiłam poświęcić cały swój czas na trening, dietetykę i rozwój osobisty. Obecnie pracuję jako trener personalny, studiuję na 3. roku dietetyki i cały czas jestem w "Drodze do równowagi", którą opisuję na blogu.

› Zobacz wszystkie artykuły

4 komentarze

Kliknij tutaj aby skomentować artykuł

  • Mam wrażenie, że jesteśmy po prostu z tych kilku pokoleń, które trafiły na okres największej popularności terapii antybiotykami w większości chorób wieku dziecięcego, nawet tych niewymagających leczenia antybiotykami. To wyniszczenie mikrobioty połączone z pojawieniem się w latach 90. tanich, dostępnych łatwo i w dużych ilościach produktów żywnościowych wątpliwej jakości ostatecznie nas dobiło… Po latach zaniedbań (w tym tych niezawinionych przez nas samych) naprawdę ciężko jest doprowadzić organizm do stanu względnej używalności 🙁

  • Czy przy suplementacji cynkiem można stosować dawkę 50mg (pikolinian) co 2 dzień, czy suplementacja powinna być jednak w dawce 25mg codziennie?

Facebook

Ad