Grelina – hormon głodu i ukryty wróg

Wszyscy znamy uczucie głodu. Burczenie w brzuchu, atak słabości, a nawet rozdrażnienie to tylko kilka pojawiających się symptomów. Odczuwanie głodu jest bardzo indywidualne – jedni odczuwają go mocniej inni słabiej. Niemniej jednak wspomniane uczucie towarzyszy nam od urodzenia po kres naszych dni i nie ma osoby, której by nie dotyczyło.

Za odczuwanie głodu odpowiada grelina – tak zwany hormon głodu, który jest produkowany w żołądku, jelicie cienkim, trzustce, jądrach, łożysku i podwzgórzu. Chciałbym nazwać go wrogiem z którym należy walczyć, ale to nie takie proste. Mimo wszystko grelina dba o to, abyśmy nie zagłodzili naszego organizmu. To jest główna funkcja uczucia głodu – organizm, poprzez grelinę, daje nam znać, że potrzebuje uzupełnienia paliwa. Taka organiczna lampka „zatankuj”. Dlatego grelina sama w sobie zła nie jest. Problem występuje, kiedy stężenie hormonu głodu jest zbyt duże. A to niestety zdarza się coraz częściej.

Poziom greliny wzrasta w trakcie jedzenia (o ironio...), pod wpływem silnego stresu i z powodu braku snu. W pierwszym przypadku jest to naturalne i można to kontrolować odpowiednio dobraną dietą. W przypadku dwóch pozostałych jest trudniej. Żyjemy w czasach w których stres i niedobory snu są na porządku dziennym. Co oznacza, że podwyższony poziom greliny również jest na porządku dziennym. Nie bez powodu mówimy, że niektórzy zajadają stres. A po nieprzespanej nocy nasz organizm aż błaga o kaloryczne śniadanie. Albo słodkiego pączka do pierwszej kawy. Tutaj niestety objawia się złośliwa strona greliny. Hormon głodu nie zadowoli się sałatką, o nie. Im więcej kalorii i cukru tym lepiej. Stres i brak snu równa się podwyższony poziom hormonu głodu. Podwyższony poziom greliny równa się chęć na kaloryczne i słodkie jedzenie. Spożywanie kalorycznego i słodkiego jedzenia równa się otyłość. Proste równanie pozwala ustalić, że brak snu i stres równają się otyłości. Bingo! I tak dochodzimy do najpowszechniejszej choroby cywilizowanego świata.

Charakter greliny mogliśmy poznać w trakcie licznych badań. W jednym z nich uczestnikom każdego ranka (test trwał trzy dni) pokazywano zdjęcia jedzenia (wysoko i nisko kalorycznego). Celem było ustalenie, które z przedstawionych dań wyda się apetyczniejsze. Pierwszego ranka badani byli na czczo, drugiego i trzeciego byli po śniadaniu. Za pierwszym razem, gdy uczestnicy przyszli po posiłku, dostali zastrzyk placebo z soli fizjologicznej. Za drugim razem zastrzyk zawierał grelinę. Badanie wykazało, że badani po śniadaniu i zastrzyku placebo oceniali jedzenie jednakowo. To znaczy dania nisko i wysokokaloryczne były dla nich równie atrakcyjne (lub równie nieatrakcyjne). Jednak gdy przyszli na czczo, lub dostali zastrzyk z greliny sałatki i lekkie dania mogły nie istnieć – jedzenie zawierające dużo kalorii i cukrów wydało się uczestnikom znacznie apetyczniejsze.

Czy to oznacza, że jesteśmy skazani na niewolę w szponach greliny? Cóż... tak. Mimo wszystko jest to hormon, który od początków istnienia naszej rasy pomaga nam przeżyć. Sztuką jest żyć z nim w zgodzie. Pamiętajmy, że to nie grelina nam szkodzi. Szkodzi nam nasz własny styl życia. Zacznijmy od tego, że hormon głodu ma w organizmie swoje przeciwieństwo – hormon o nazwie leptyna. Leptyna wysyła do mózgu informację, że jesteśmy najedzeni. Pierwsze o co powinniśmy zadbać, to doprowadzić do równowagi obu hormonów. Najłatwiej zrobić to odpowiednio modyfikując dietę. Wszystkie produkty mają indeks sytości – w skrócie określa on na jak długo dane pożywienie oddali od nas uczucie głodu. Dobrze jest wprowadzić do jadłospisu pożywienie, które ma wysoki indeks sytości. Pozwoli nam to dużo lepiej kontrolować to co jemy. W końcu głód jest bardzo słabym doradcą (może na przykład uznać, że pizza z podwójnym serem jest właśnie tym czego potrzebujesz na drugie śniadanie). Dobrym rozwiązaniem są ziemniaki. Nie dość, że są mało kaloryczne to jeszcze mają wysoki indeks sytości. Warto również przeprosić się z zupami. Okazuje się, że tak podane warzywa są świetne w trzymaniu greliny w ryzach. Kolejnym krokiem jest zdrowy sen i brak stresu. Łatwo powiedzieć, prawda? Trudno, tego nie przeskoczymy. Dla właściwego funkcjonowania organizmu powinno się spać zalecane osiem godzin. To warunek tego, by hormony działały jak należy. A co ze stresem? To już kwestia indywidualna – każdy odpręża się w inny sposób. No właśnie. Odprężenie. Musimy zadbać o chwilę relaksu każdego dnia. Książka, film, serial, spacer, albo poleżenie na kanapie i włączenie swojej ulubionej płyty z muzyką. Co wolisz. Ważne aby znaleźć moment na złapanie oddechu. Stres to zabójca – powoli i nieubłaganie pożera nasze ciało. Ma wpływ na grelinę, ale też na wiele innych funkcji naszego ciała. Trzeba wiedzieć jak z nim walczyć. Na koniec warto zadbać o aktywność fizyczną. Ćwiczenia mogą obniżyć poziom greliny nawet do dwóch godzin po treningu. W trakcie wysiłku organizm pompuje więcej krwi do mięśni, a zabiera z mniej istotnych (w danym momencie!) organów. Żołądek dostaje mniej krwi niż zwykle, więc mniej angażuje się w swoją pracę. To oznacza, że wydziela mniej hormonów, w tym greliny. Poza tym aktywność fizyczna, podobnie jak walka ze stresem, pomoże nie tylko przy temperowaniu hormonu głodu.

Grelina nie jest zła. Leptyna nie jest dobra. One po prostu są. To dwie strony tego samego medalu. Nasze nawyki żywieniowe, nasze stresy i niedospania – to jest złe. Nie walcz z hormonami głodu i sytości, bo one są po to by pomóc. Zadbaj o właściwą dietę, pobiegaj, odeśpij i posłuchaj spokojnego jazzu leżąc na wygodnej kanapie. Zadbaj o równowagę w organizmie, a grelina przestanie szaleć. Zajmie się spokojnie swoją pracą i będzie się odzywała jedynie wtedy, kiedy trzeba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *