Suplementacja

Czy badania spożycia pokarmów prowadzone w laboratorium mają sens? Czy da się prowadzić badania naukowe w domach uczestników?

Z pewnością niejednokrotnie wielu z Was zastanawiało się nad tym czy badania prowadzone w warunkach laboratoryjnych mają w ogóle jakiś sens. Sam często w dyskusjach otrzymuję od oponentów argumenty pod tytułem „ale takich warunków nie ma na co dzień”, ale przecież nikt nie je w posiłku samej glukozy (odniesienie do wyników badań doustnego testu obciążenia glukozą) i tym podobne. O ile w przypadku oznaczeń biochemicznych dyskusje tego typu nie powinny w ogóle mieć miejsca (próba możliwej standaryzacji warunków celem odniesienia uzyskanego wyniku do norm referencyjnych) Jak jednak wygląda sytuacja w badaniach innego typu – gdzie oceny są nieco subiektywne i nie mamy jednoznacznego, „twardego” wyniku.

Ciekawej próby podjął się zespół pod kierownictwem Pasman. Ich praca „Subjective feelings of appetite of wholegrain breakfasts evaluated under controlled, laboratory and ‘at home’ conditions.” miała na celu ustalenie czy badanie pacjentów w laboratorium różni się czymś od ich badania w neutralnym środowisku – domu. Nie były to jednak badania laboratoryjne, a wspomniane przeze mnie badania oparte o stwierdzenia uczestników – w tym konkretnym wykorzystywano analogową skalę VAS (polecam sprawdzić u wujka Google co to jeśli nie wiedzie, dosyć często pojawia się w badaniach związanych z suplementacją i żywieniem).

Wspomniani naukowcy zadali sobie pytanie - skoro zwyczajowo jemy w domu to czy aby przypadkiem „zmuszanie” nas do posiłku i jego oceny w warunkach laboratoryjnym będzie dobrym pomysłem i nie doprowadzi do pewnych zafałszowań? Rozpoczęli oni współpracę z 70 kobietami (finalnie wszystkie etapy ukończyło 32 z nich ) w wieku 18-49 lat, odżywiających się na co dzień całkiem nie najgorzej (BMI 21,6-33,1 – średnia 26,8, a więc lekka nadwaga, brak ograniczeń żywieniowych wg specjalistycznego kwestionariusza, spożycie błonnika 10-30g/d). Interwencja jaką zaserwowani badanym naukowcy była co najmniej ciekawa.

Zaproponowali oni uczestnikom 5 różnych zestawów śniadaniowych (2 oparte na pieczywie, 2 oparte na płatkach zbożowych i jedno oparte na smażonych jajkach). Każde ze śniadań uczestnicy spożywali zarówno w warunkach laboratoryjnych, jak również w domowym zaciszu. Nie jest wiec trudnym by zliczyć, ze w badaniu wykorzystano aż 320 zestawów posiłków. Jednocześnie tylko 6 spośród nich nie zostało całościowo spożytych, a więc „poziom wiarygodności” wydaje się być bardzo duży! Głównym celem było określenie jak po posiłkach czuli się ankietowani (zgłaszali to za pomocą laptopów). Oceniano poziom głodu, sytości, pełności, a także chęć jedzenia i spożywanie posiłków w późniejszym czasie. Oceny dokonywano w momencie przystąpienia do śniadania, a następnie po 15, 30, 45, 60, 90, 120, 150, 180, 210 i 250 minutach.

Zaskakujące wyniki?

Choć w sumie może jednak nie, sam nie wiem. Osobiście na pewno nie takich efektów się spodziewałem. Naukowcy zaobserwowali, że na dobrą sprawę miejsce spożycia pokarmu nie miało specjalnego znaczenia dla badanych – odnotowano niewielki (istotny statystycznie, ale najpewniej nie niosący za sobą wartości klinicznej) wpływ większego odczuwania głodu w laboratorium. Co nie powinno dziwić nikogo – spośród śniadań „płatkowych” – owsianka okazała się być bardziej sycąca niż gotowe, przetworzone płatki zbożowe 😉

Czy badanie przyniosło rewolucje? Wydaje mi się, ze nie, choć wyniki mogą nie jednego zaskoczyć. Wbrew obiegowym przekonaniom spożywanie posiłków w laboratorium i „tamtejsze” pomiary nie muszą być wcale gorsze (ani też lepsze!) czy mniej miarodajne aniżeli te które pacjent mógłby wykonać sam w domowym zaciszu (po odpowiednim przeszkoleniu oczywiście!). W moim przekonaniu (dobra, badacze też to podkreślili) wyniki pozwalają nieco „otworzyć się” na mniej restrykcyjne warunki przeprowadzania doświadczeń mających na celu ocenę sytości/satysfakcji poposiłkowej i innych podobnych parametrów. Nie należy jednak zapominać o tym, ze domowe zacisze jest znacznie trudniejsze do kontroli, a warunków mogących ulec zmianie, a w efekcie zaburzyć cały protokół badania, jest znacznie więcej. Stąd też nie możemy podchodzić do niczego bezkrytycznie.

I rzeczowa puenta na koniec – jedzcie płatki owsiane zamiast słodzonych zbożowych, sycą bardziej! (a błonnik owsiany ma udokumentowane właściwości obniżające stężenie cholesterolu 😉 )

 

Literatura https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0031938418303755

 

O autorze

Paweł Szewczyk

Paweł Szewczyk

Dietetyk praktyk i pasjonat naukowego podejścia.
Doktorant w Zakładzie Dietetyki Katedry Gastroenterologii i Hepatologii, prelegent wielu konferencji, autor tekstów popularnonaukowych oraz artykułów naukowych. Szkoleniowiec sportowców, trenerów i dietetyków

Na co dzień zgłębiam tajniki żywienia i suplementacji w sporcie, a także znaczenie snu i wpływ na regenerację senną poprzez dietę, suplementację i modyfikacje stylu życia.

Po więcej informacji zapraszam:
https://www.facebook.com/PawelSzewczykDietetyk/
https://www.instagram.com/pawel_szewczyk_dietetyk/

› Zobacz wszystkie artykuły

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj aby skomentować artykuł

Facebook

Ad