Suplementacja

„Cukier, otyłość – konsekwencje” – przerażający raport i kilka słów na jego temat

Miesiąc temu na stronie Ministerstwa Zdrowia pojawił się raport dotyczący cukru i jego spożycia w populacji Polski, a także nadwagi, otyłości, chorób z nich wynikających i kosztów leczenia wspomnianych schorzeń. Dane nie napawają optymizmem, ale oczywiście jesteśmy od tego by wspomnianym problemem się zająć (a długofalowo – najlepiej mu zapobiegać)! Jednak po kolei...

Parę słów o raporcie tytułem wstępu

By nie zanudzać skupię się na podsumowaniu przygotowanym przez autorów:

  • Na przestrzeni dekady (lata 2008-2017) doszło do minimalizacji spożycia cukru „nieprzetworzonego” (a więc typowego cukru stołowego dodawanego „z ręki) o prawie 6kg, jednak jego jako składnika produktów – wzrosło ponad dwukrotnie bardziej – o niespełna 12kg!
  • Za jedne z podstawowych źródeł „cukru-składnika” podaje się napoje nim słodzone.
  • Informacje z roku 2016 nieco napawają trwogą – aż 68% mężczyzn i 53% kobiet powyżej 20 r.ż. trapi nadwaga, a 23% kobiet i ¼ mężczyzn jest otyła. W przypadku nastolatków nie jest znacznie lepiej... Tutaj otyłość diagnozujemy u 5% dziewcząt i 13% chłopców, z nadmierną masą ciała boryka się natomiast ¼ dziewcząt i prawie połowa (44%) małych mężczyzn.
  • Otyłość jest ogromnym problemem już na chwilę obecną, a najgorsze dopiero przed nami… W porównaniu do roku 2017 prognozuje się, że w 2025r. odnotujemy jeszcze więcej jej przypadków
    • Otyłość powoduje/zwiększa ryzyko wystąpienia znacznej ilości jednostek chorobowych, z cukrzycą typu 2 na czele*
    • Szacuje się, że liczba chorych cierpiących na schorzenia związane z otyłością zwiększy się do 2025r. o prawie 1,5mln (941000 – cukrzyca, 349000 – nadciśnienia, 146000 – zwyrodnienie stawu kolanowego), a wzrost kosztów może przekroczyć miliard złotych! (szacunki mówią o przedziale 327000000 – 1038000000zł)
  • 1400 zgonów rocznie można powiązać z nadkonsumpcją słodzonych napojów, a osoby których zgon można powiązać z ich spożyciem żyją przeciętnie 15 lat krócej niż wynosi średnia

*dane Narodowego Funduszu Zdrowia dokumentują ciągły wzrost zapadalności na cukrzycę w latach 2012-2017. Dużej amputacji z powodu cukrzycy dokonuje się w Polsce średnio co 2h (2017)

Krótkie omówienie

Sam raport ma 39 stron, a więc nie będę analizował go szczegółowo, postaram się jednak odnieść do najważniejszych konkluzji. Fakt, że cukru jako takiego jemy mniej cieszy, mnie przynajmniej, bardzo. Dramatyczny wzrost spożycia związanego w produktach jednak lekko dobija. Z czego może to wynikać?

Myślę, że nie tylko z faktu, iż bezmyślnie sięgamy po smakołyki (choć z tego po części z pewnością też). Dostępność produktów, szczególnie o wysokim stopniu przetworzenia, dramatycznie wzrosła, jesteśmy wciąż nieco „zachłyśnięci” kulturą zachodu, również tą żywieniową. Dodatkowo wymagamy od producentów by produkty były smaczne, gęste, kolorowe i trwałe. Cukier jest jedną z substancji, która „lubi i potrafi” wspomóc producentów w spełnianiu naszych zachcianek w tej materii.

Po drugiej stronie barykady (naprzeciw wielbicielom słodkości rodem z USA) stoją żądni „fit przekąsek”, napędzani celebrytkami i reklamami „fat free”. No właśnie – jednak w wielu przypadkach konsystencję, smakowitość i zastosowanie kulinarne chcielibyśmy nadal mieć na pożądanym poziomie, czyż nie? Tutaj również producenci idą nam na rękę! Otrzymujesz jogurt nie zawierający tłuszczu, jednak z dodatkiem skrobi i… cukru! Chcesz odtłuszczony deser? Jasne, ale producent doda nieco cukru żeby nadal Ci smakował! A my to „łykamy jak młody pelikan”… Zwróćcie czasem uwagę, będąc na zakupach, jakie rzesze osób kupują jogurty bez tłuszczu, soki z dodatkiem nasion chia, batony białkowe/owocowe/dla sportowców.

Później przeanalizujcie kto ma w koszyku jogurt naturalny, orzechy i świeże (czy nawet suszone, niech będzie) owoce, który to zestaw pozwolił by im skomponować podobne, a bardziej wartościowe potrawy/przekąski/desery. Jesteśmy wygodni, szybcy i podążający za modą i głośnymi sloganami. Producenci natomiast zazwyczaj po prostu dostosowują ofertę do potrzeb rynku by sprzedać produkt. Chcemy jeść słodko – mamy słodko. Chcemy beztłuszczowo – mamy beztłuszczowo. Ot, magia.

Boimy się słodzików, a zasładzamy się na śmierć

„Cukier krzepi” – powie każda (prawie) babcia, ale o tej strasznej chemii, która to ma powodować raka (syntetyczne substancje intensywnie słodzące – popularne słodziki) zazwyczaj próżno szukać dobrego słowa, wielu z nas obawia się ich wierząc populistycznym hasłom propagowanym przez mass media lub naoglądało się „filmów z żółtymi napisami”, gdzie podawano gryzoniom niesłychanie wysokie, niemożliwe do osiągnięcia w życiu codziennym, dawki substancji słodzących. Tymczasem nauka o substancjach słodzących mówi całkiem dobrze. Ba, pojawiają się prace dokumentujące lepszą redukcję masy ciała przy spożyciu płynu słodzonego słodzikiem niż wody!

To oczywiście praktyka, której raczej nie polecamy odgórnie, a do słodzików podchodzimy na zasadzie „jak musisz posłodzić to wybierz słodzik, jeśli nie przeszkadza Ci gorzka herbata – pij ją właśnie taką”. Mimo tego, że substancje intensywnie słodzące są intensywnie badane i wydają się bezpieczne – istnieją pewne dowody mówiące o możliwych długofalowych konsekwencjach, jak zaburzenie składu mikroflory jelitowej (gł. sacharyna, sukraloza), czy, nawet w perspektywie krótkiego czasu, pogorszenie wrażliwości insulinowej tkanek (sukraloza). Mamy jednak pewność, że ich włączenie do diety nie będzie niosło za sobą tak dramatycznych w skutkach konsekwencji jak nadkonsumpcja cukru – chociażby ze względu na brak indukcji hiperglikemii i zdecydowane ograniczenie ryzyka rozwoju nadwagi i otyłości. Banalnie proste zastąpienie napoju typu cola (w ilości powiedzmy 500ml/d*) wersją bezcukrową niesie za sobą ograniczenie konsumpcji cukru o ok. 50g/d, a energii o ok. 200kcal. W perspektywie tygodnia to jakieś 1400kcal, roku natomiast prawie 17000kcal, a więc (upraszczając) – ok. 2kg czystego tłuszczu.

*Nie odbierajcie tego jako przyzwolenie/spożywania napojów typu cola hektolitrami, prócz cukru zawierają one całą gamę niekoniecznie prozdrowotnych substancji (jak np. karmel amoniakalny czy kwas ortofosforowy), posługuje się tu jedynie przejaskrawionym przykładem, wiedząc że są osoby które nie są w stanie/nie próbują nawet ograniczyć konsumpcji tego typu napojów, a 500ml/d to ich „minimum”. W takim wypadku zastosowanie produktu na bazie substancji słodzących to „jeden gwóźdź do trumny” mniej (w przenośni i dosłownie!)

 

O autorze

Paweł Szewczyk

Paweł Szewczyk

Dietetyk praktyk i pasjonat naukowego podejścia.
Doktorant w Zakładzie Dietetyki Katedry Gastroenterologii i Hepatologii, prelegent wielu konferencji, autor tekstów popularnonaukowych oraz artykułów naukowych. Szkoleniowiec sportowców, trenerów i dietetyków

Na co dzień zgłębiam tajniki żywienia i suplementacji w sporcie, a także znaczenie snu i wpływ na regenerację senną poprzez dietę, suplementację i modyfikacje stylu życia.

Po więcej informacji zapraszam:
https://www.facebook.com/PawelSzewczykDietetyk/
https://www.instagram.com/pawel_szewczyk_dietetyk/

› Zobacz wszystkie artykuły

Dodaj komentarz

Kliknij tutaj aby skomentować artykuł

Facebook

Ad