Ciekawostki kulinarne Odchudzanie Odżywianie Suplementacja Suplementacja podczas odchudzania Suplementy diety

Zrestartuj swój metabolizm part 2

W ostatnim artykule pisałam o tym, że w procesie przemiany materii uczestniczą różne hormony i gdy działają prawidłowo utrzymujemy zdrowie, utrzymujemy odpowiednią homeostazę organizmu dzięki której spalamy pobieraną energię. Mięśnie wykorzystują odpowiednią ilość cukru krążącego we krwi, insulina utrzymuje się na stałym poziomie, tarczyca pracuje tak jak powinna.

Problemy są  dopiero wtedy, gdy ta równowaga zostanie zakłócona, a zdesperowane gruczoły zaczynają produkować za mało lub za dużo hormonów. I dziś chciałabym Wam napisać o czynnikach, które mogą to spowodować, które zaburzają gospodarkę hormonalną, choć możemy nie być tego świadomi, a mogą występować w produktach, z którymi stykamy się na co dzień.

„Zakłócaczami” będziemy nazywać każdą substancję, bądź działanie, które zmienia sposób w jaki pracują nasze hormony. Mogą naśladować dany hormon, łączyć się z jego receptorem, aktywując go jakby rzeczywiście nimi były. Mogą również blokować im dostęp do receptora, lub zmieniać ilość receptorów w danej części ciała.

PLASTIK

Przykładową substancją jest chociażby BISFENOL A (BPA), substancja chemiczna, która przenika z plastykowych poliwęglanowych pojemników do znajdujących się w nich płynach. Teraz pytanie ile pojemników plastikowych, szejkerów, bidonów używacie jako kulturyści :)? . Wiemy, jaka jest odpowiedź. Dużo. A nie rzadko, jeszcze co gorsze, podgrzewamy je w mikrofali.

Bisfenol A stanowi formę syntetycznego estrogenu, co oznacza, że w organizmie człowieka może łączyć się z receptorami odpowiedzialnymi za wiązanie naturalnego estrogenu. Ze względu na to, że BPA „udaje” związek naturalny dla organizmu może być z łatwością akumulowany w tkankach , szczególnie w tkance tłuszczowej, skąd następnie jest stopniowo uwalniany.

Z wiadomych względów większość badań nad szkodliwością BPA prowadzi się na zwierzętach, jednak z wielu lat doświadczeń wynika, że to co szkodzi laboratoryjnym szczurom (zbliżonym genotypowo do ludzi) szkodzi też człowiekowi. Na podstawie badań można sporządzić pobieżną listę dolegliwości bezpośrednio związanych z obecnością BPA w organizmie, m.in.: otyłość (Elobeid, Allison, 2008), zaburzenia funkcjonowania hormonów tarczycy (Kashiwagi, et. al., 2009), zwiększone ryzyko zachorowania na raka (Soto, Sonnenschein, 2010), na raka piersi (Fernandez, Russo, 2009), prostaty  (Prins, Tang, Belmonte, Ho, 2008), insulinooporność, PCOS ,  tłumienie metylacji DNA (Bagchi, Debasis, 2010).

Sensacją stało się badanie naukowców Harvard School of Public Health w 2008 roku. Polegało ono na tym , że studenci – ochotnicy początkowo przez tydzień “oczyszczali” organizm z BPA pijąc napoje tylko z opakowań ze stali nierdzewnej. W tym czasie badano ich próbki moczu. Przez kolejny tydzień wolno im było pić zimne napoje tylko z butelek z poliwęglanu. Również analizowano w tym czasie próbki moczu.
Po analizie wyników naukowcy stwierdzili: ”Odkryliśmy, że pijąc zimne napoje z butelek zawierających BPA przez tydzień dochodzi do wzrostu stężenia BPA w moczu o 69%. Jeśli butelki byłyby podgrzewane lub myte w detergentach – jak to się dzieje w przypadku butelek, kubeczków do karmienia niemowląt – oczekiwać możemy jeszcze większego przedostawania się BPA”.

Odkąd zaczęło się ostrzegać przed BPA, wielu producentów postanowiło zarobić na tym, wypuszczając na rynek opakowania „wolne od bisfenolu” (BPA-free).
Badania finansowane przez Narodowy Instytut Zdrowia w USA opublikowane w „Environmental Health Perspectives” wykazały, że „prawie wszystkie” dostępne na rynku pojemniki, opakowania z tworzyw sztucznych, oznaczone jako BPA-free, które przetestowano, uwalniały związki o działaniu estrogennym, nawet wtedy, gdy nie były one narażone na działanie czynników sprzyjających uwalnianiu szkodliwych substancji chemicznych, takich jak ciepło kuchenki mikrofalowej, gorąca woda, para w zmywarce do naczyń, promienie ultrafioletowe słońca, tłuszcz. Według autorów badań, niektóre produkty oznaczane jako BPA-free uwalniają związki o silniejszym działaniu estrogennym niż BPA. Tylko tych związków nie zbadano jeszcze tak dokładnie jak BPA (https://ehp.niehs.nih.gov/1003220/).  Czy nie lepiej zatem podmienić pojemniki plastikowe na szklane lub ze stali nierdzewnej? Niech któraś trenująca osoba powie mi w twarz, że szklane pojemniki są cięższe :D.

We wrześniu 2009 roku, największa na świecie chemiczna baza danych (Chemical Abstracts Sernice – CAS) ogłosiła, że ma w rejestrze już 50 milionów związków chemicznych!! Nawet jeśli wydaje Ci się, że unikasz chemikaliów – możesz być w błędzie. One otaczają nas zawsze i wszędzie. Starajmy się zatem ograniczać je na tyle ile jest to możliwe.

NATURA w cywilizacji przesytu

Oczywiście są też naturalne czynniki wpływające na ilość hormonów, jak chociażby wiek. Ilość receptorów leptyny maleje nam wraz z upływającym czasem, ilość hormonów płciowych, zmniejsza się wrażliwość na insulinę, obniża się DHEA, nasz hormon młodości.

Sama aktywność fizyczna wpływa znacząco na układ hormonalny. Każdy kg mięśni spala 3x więcej kcal niż tkanka tłuszczowa, ,to przecież wiecie. Mięśnie obniżają poziom cukru i zwiększają wrażliwość na insulinę.  Trening zwiększa ilość hormonów spalających tłuszcz (hormon wzrostu, DHEA, tyroksynę).

TAK- potrzebna jest aktywność fizyczna, dla każdego bez wyjątku.

Sama natura dostarcza nam lekarstw, tyle, że my często ich nie doceniamy, a do tego często zamieniamy w truciznę. Jedną z nich są pestycydy. Co gorsza my nie tylko je dotykamy, ale i jemy.

PESTYCYDY

Naukowcy utrzymują, że pestycydy mogą w dużym stopniu przyczyniać się do rozwoju insulinooporności, innych chorób metabolicznych, czy w konsekwencji cukrzycy. Surowce wykorzystywane przez producentów żywności, które spożywamy,  często są genetycznie modyfikowane lub opryskiwane przez dziesiątki substancji zakłócających gospodarkę. Substancje te kumulują się w naszej tkance tłuszczowej i tkwią tam dziesiątki lat. Co gorsze są wykrywane już w organizmach niemowlaków! Tak samo się dzieje zresztą jeśli chodzi o zwierzęta karmione zbożami zanieczyszczonymi dioksynami, w ich mięsie, które spożywamy, a głównie w tłustych częściach znajdują się skumulowane owe substancje. Dlatego w miarę możliwości powinniśmy kupować ekologiczne mięso, najlepiej karmione trawą, choć i tam niestety znajdziemy niewielkie ilości pestycydów.

A do tego wszystkiego dochodzą  jeszcze hormony ciążowe i laktacyjne którymi faszeruje się bydło mleczne oraz antybiotyki wstrzykiwane kurczakom.

Jednym z takich siedmiu wspaniałych pestycydów występujących coraz szerzej w uprawianym jedzeniu jest herbicyd glifosat. Glifosat to jeden z głównych składników aktywnych w chwastobójczej substancji znanej jako Roundup. Jeśli ktoś jeszcze o nim nie słyszał, zapraszam do zapoznania się chociażby z TYM filmem . Okazało się, iż herbicyd Roundup, stosowany coraz częściej nawet na naszych pobliskich  trawnikach czy ogródkach,  jest bardzo szkodliwy dla środowiska oraz dla człowieka. Naukowcy podejrzewają, że preparat powoduje nieodwracalne uszkodzenia ludzkiego płodu,  zaburzenia hormonalne, uszkodzenia DNA, raka piersi. Z niewiadomych powodów dopuszczalne normy skażenia tym herbicydem oszacowano na poziomie 20 mg/kg, przy czym badania wykazały, że w roślinach i produktach paszowych stężenie jego wynosi ok. 17 mg/kg (!), czyli bliskie wartości granicznej. Glifosat jest używany w olbrzymich ilościach na świecie, głównie w USA. Monsanto, główny producent, tylko w ciągu 3 kwartałów zarobił na czysto blisko jeden miliard dolarów. W Polsce  środek od paru lat jest bardzo powszechny, ostatnio nawet w TV widziałam jakąś znaną aktorkę reklamującą ten produkt do ogródków.

Pożywienie nie jest jedynym źródłem rujnującym nasz układ hormonalny. Syntetyczne środki chemiczne otaczają nas z każdej strony. Nie wszystkie są przebadane w kierunku toksyczności czy wpływu na nasze zdrowie. Są badania, które pokazują, że przebieg zmian zachodzących w tarczycach zwierząt po styczności z dioksynami czy PCB, jest podobny do procesów i zmian, na które cierpią ludzie z hashimoto (!).  Zmiany poziomu hormonów + odbiegający od normy poziom neuroprzekaźników.  Np. tetrachlorek węgla jest powiązywany z chorobami tarczycy, a wykrywany jest czasami w wodzie. Co powiecie na nowe obserwacje ryb rzecznych i jeziornych, gdzie rybki chłopcy stają się dziewczynkami?

Czynników wpływających destrukcyjnie na nasze zdrowie jest oczywiście znacznie więcej, o czym pisałam już kilkakrotnie. Za dużo antybiotyków, papierosy, smog, za dużo pracy, za mało snu, za dużo leków. A leki to wielki biznes, gdzie firmy farmaceutyczne okazały się bardzo twórcze byśmy za bardzo nie poczuli się zdrowo;).

Czasami jednak sami sobie rujnujemy układ hormonalny na własne życzenie.

DIETA

Ludzie mając tak dużo problemów z wagą i równowagą hormonalną, zaczynają szukać pomocy wśród popularnych diet, bez wiedzy o swoim stanie zdrowia, często ograniczając całą grupę składników, jak węglowodany czy tłuszcze, co może być nierzadko dla nich szkodliwe. Szczególnie jeśli dodatkowo ograniczają znacznie podaż kaloryczną. To dlatego często się mówi chociażby, że dieta ketogeniczna (celowo nie piszę ketoza, bo wiele osób nawet nie wie, że w niej nie jest) może być zła dla kobiet, bo często praktykując ją bez odpowiedniej wiedzy, na tak sytej diecie, po prostu nie dojadają. Oczywiście podałam tu przykład bardzo skrajnej diety, to samo może występować na innej.

Ja akurat jestem zwolennikiem diet zrównoważonych, ale istnieją przypadki, z reguły choroby, gdy dieta Low Carb może przynieść najlepsze korzyści. ALE są też kondycje , takie jak problem z nadnerczami czy  ciągle wątpliwością owiane są choroby tarczycy, które mogą być przeciwwskazaniem do jej stosowania.

Ogólnie wiele osób pada w pułapki diet niskokalorycznych, poniżej 1200 kcal, gdzie nasz organizm zaczyna się zmieniać w  kanibala i zjadać własne tkanki mięśniowe, a wszystko tylko w celu zapewnienia sobie przeżycia. Spada tempo przemiany materii oraz poziom hormonów tarczycy, czasami kończy się to szybkim efektem jojo , co  jest niczym innym niż nagłym zarzuceniem spowolnionemu i osłabionemu organizmowi często ponad 2-krotnie wyższą podaż makroskładników.

Kolejną sprawą jest podtruwanie się na własną odpowiedzialność, wybierając produkty przetworzone. Ale o tym napiszę za chwilę, pod zdjęciami Wikingów (czekam na 5 sezon ;( ).

PLAN DZIAŁANIA

Wniosek nasnuwa się sam: mamy przesrane! I wydaje się kwestią czasu, że wszyscy zaczniemy chorować, czy tyć. Jesteśmy skazani na walkę, ale skoro przejrzeliśmy już na oczy, możemy zmienić sposób postępowania i przede wszystkim ustalić plan działania jak prawdziwy wojownik .

Z racji jednak, że działamy przeciwko masie ludzi, którzy nie życzą nam dobrze, nasz plan musi być systematyczny.  Jednak dzięki niemu nasz organizm na nowo nauczy się pracować, spalać tłuszcz oraz budować mięśnie.

Nie ma co się bać, na czym zależy też wielu ludziom. Osobami , które się boją, łatwiej manipulować, zresztą tak samo jak osobami uzależnionymi, chociażby od cukru ;). Trenując, dbając o zdrowie, o naszą psychikę, będziemy silni niczym Wojownicy, a ta siła przełoży się na jakość naszego życia.

Nasz plan nie jest trudny. Wystarczy, że wdrożymy poniższą taktykę:

   pozbycie się toksyn z diety i otoczenia,

  włączenie do diety gęstych odżywczo składników, naturalnych, które mają matkę, rosną na drzewie lub są hodowane na ziemi; więcej powiem o nich w kolejnej części

  zadbamy o podstawy w życiu ( pisałam o tym TU)

  oraz nauczymy się równoważyć energię pobieraną i wydalaną, zarówno mówię o tej spożywanej w pokarmie (jak liczyć zapotrzebowanie pisałam TU), jak i tej wewnętrznej, którą generują nam ludzie, nasze czyny, nasza motywacja.

Z reguły powtarzam wszystkim, by swoją energię zużywali na to co jest dla nich przyjemne i potrzebne, co pozwoli im prowadzić życie, takie jakie chcą. Energia ta musi być zrównoważona, dlatego należy ją pobierać, ale też chronić i wydatkować w odpowiedni sposób, bo wpływ ma na nasze życie, rodzinę, sytuacje intymne, a także zdrowie i hormony.

Dziś skupimy się na najważniejszym, ale też dla niektórych osób najtrudniejszym punkcie naszego planu:

ELIMINACJI

Musimy uciec od całego tego chemicznego syfu jak najdalej się da. Można zacząć od prostych kroków i przejrzeć swoją kuchnię. Pozbyć się plastikowych pudełek, zapachów do wnętrz, ale i pokarmów, które zachęcają nasz organizm do magazynowania tłuszczu:

olei uwodornionych, syropu glukozowo-fruktozowego, glutaminian sodu, margaryny, chemicznych dodatków do żywności, białego cukru, sztucznych słodzików, dietetycznych produktów, odtłuszczonych jogurtów, wyizolowanej fruktozy, zagęszczaczy, przetworzonego jedzenia i pseudo-jedzenia.

PSEUDOJEDZENIE

Ktoś  kiedyś fajnie napisał, że spożywanie pseudo-jedzenia jest jak próba porozumienia się z organizmem za pomocą bełkotu. Twoje ciało totalnie nie wie z kim ma do czynienia i co z tym zrobić, choć bardzo chce to zrozumieć. Jest zmuszony do kombinowania i tworzenia obejść, które będą się tylko nawarstwiać i stworzą chaos w Twojej biochemii (otyłość, depresja). Eliminacja takich substancji pozwoli Ci w końcu w prosty sposób komunikować się z ciałem oraz wsłuchania się w swój organizm.

ASPARTAM I GLUTAMINIAN SODU/EKSCYTOTOKSYNY

Z pseudo-jedzeniem często powiązane są sztuczne słodziki, a w tym powszechny aspartam. Aspartam (Nutra Sweet) to ekscytotoksyna, która może powodować trwałe uszkodzenie znajdującego się w mózgu ośrodka apetytu, co potwierdzają badania, a  może być to przyczyną otyłości. A im młodszy konsument, tym gorzej.

Podobnie jest z działaniem glutaminianu sodu (MSG, E621), choć niektórzy nadal uważają, że jest to zwykły środek konserwujący, co byłoby choć trochę zasadne w jego stosowaniu. Tymczasem jest to przede wszystkim tylko/aż wzmacniacz smaku, który za zadanie ma tak naprawdę nas uzależnić od danego produktu i wzbudzać chęć powrotu do niego. Nawet mówi się, że uwalnia dodatkowe  przyjemne doznania smakowe, obok pozostałych smaków: kwaśnego, słodkiego, słonego i gorzkiego. Szkoda tylko, że przy tym wszystkim zaburza równowagę chemiczną mózgu. Najbardziej wrażliwe na jego działanie jest podwzgórze, tzw. „strefa zero” dla hormonów głodu, takich jak neuropeptyd Y, o którym pisałam Wam ostatnio.

Naukowcy uważają, że MSG może odpowiadać za leptynooporność, zaburzenia hormonalne, otyłość.

SZTUCZNE DODATKI

Kolejnym produktem antyodżywczym są sztuczne dodatki i barwniki, które są kolejnym powodem obok wysoko-fruktozowych syropów (kukurydziany) i sztucznych słodzików, do unikania napoi gazowanych. Była kiedyś np głośna akcja z pewnym dużym znanym koncernem napoi, w którego składzie znaleziono znaczne ilości benzenu , substancji kancerogennej. Czynnik ten powstawał w wyniku procesu chemicznego substancji zawartych w popularnym napoju, na skutek dodawania pleśniobójczych soli benzoesanu. Oczywiście zostały one zastąpione innym „bezpieczniejszym” dodatkiem, jednak tak naprawdę, możemy nie wiedzieć ile innych mniej przebadanych substancji wchodzi w skład tego typu produktów. Naukowcy coraz częściej są pewni, że sztuczne substancje dodawane do jedzenia mieszają w naszej biochemii, nawet jeśli „zostały uznane za bezpieczne” przez FDA.

Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC, z ang. International Agency for Research on Cancer) klasyfikuje BHA ( występuje też pod nazwami: anizol, butylowany hydroksy-, antioxyne B, antrancine 12, embanox, nepantiox, phenol, tenox BHA) jako możliwy czynnik rakotwórczy dla ludzi , ale mimo to występuje powszechnie w wielu produktach spożywczych jak i kosmetykach (zatwierdzone przez FDA!). Badania pokazują, że może zakłócać pracę hormonów, wpływać na płodność,  uszkadzać narządy takie jak m.in. nerki, wątrobę, tarczycą, płuca.

Podobno BHA można zastąpić wit E, więc po co podejmować takie ryzyko?

W niektórych przypadkach dodatki będą złem koniecznym, które musi być, ale możemy zawsze ograniczyć ich spożycie; będą to: maltodekstryna, kwas sorbowy, żelatyna, lecytyna, fosfaty, wanilina. Inne możemy uznać za bezpieczne: beta-karoten, alfa-tokoferol, fitosterole, kw askorbinowy, kwas mlekowy, kwas cytrynowy.

Najgorsze dodatki występują w przetworzonym mięsie. Azotan i azotyn sodu zawarte w boczku, szynce i innych wędlinach sklepowych, nadają tym produktom różowawą barwę oraz zapobiegają rozwojowi bakterii. Jednak w większości przypadków efekt ten można osiągnąć dzięki odpowiedniemu przechowywaniu, które nie zagraża naszemu życiu (polecam produkty wiejskie od sprawdzonego źródła!).

Badania niestety pokazują, że przetworzonych wędlin kupujemy bardzo dużo, a wraz z codziennym spożyciem 100g przetworzonego mięsa, bardzo szybko rośnie ryzyko raka jelita.

PRZETWORZONE PRODUKTY

Mówiąc produkty przetworzone, mam na myśli  powstałe z oczyszczonych/rafinowanych (przedłużających termin przydatności) ziaren zbóż, olejów roślinnych i z użyciem cukrów rafinowanych.

U osób, które spożywają dużo uwodornionych kw tłuszczowych – tłuszczy trans , zwiększa się ryzyko wystąpienia chorób zespołu metabolicznego, cukrzycy typu 2, chorób serca czy Alzheimera. Badania pokazują, że wystarczy jeść do 30- 60 kcal tłuszczy trans dziennie, by skutecznie sobie zniszczyć swoje zdrowie. Jak duże ryzyko jest, gdy codziennie smarujesz chleb „zdrową” ( tylko wg producenta)  margaryną i co jakiś czas dojadasz to chipsami, krakersami i ciasteczkami, nawet light.

Natomiast produkty z ziaren rafinowanych jak makarony, jasne pieczywo, płatki, są pozbawione wielu zdrowych składników odżywczych, do tego łatwo je strawić i szybko powodują gwałtowny wzrost cukru i wyrzut insuliny. Często mogą powodować szybki spadek energii, „brain fog”, węglowodanową śpiączkę, a że nie sycą – to również szybki głód. Jednym z największych wrogów naszej gospodarki hormonalnej jest kukurydza i pszenica, czyli te produkty, których dostępność w ostatnich latach „przypadkowo” bardzo się zwiększyła. Zmniejszyła się natomiast produkcja zdrowszego jęczmienia czy owsa.

Inne produkty , które możemy wyeliminować (lub ograniczyć):

– owoce z puszki, dżemy sklepowe

– nadmiar soji – izoflawonoidy to substancje naśladujące działanie estrogenów. Jeśli czerpiemy je z produktów naturalnych, organizm poradzi sobie z niewielką ich  ilością ( mówi się o porcji równej połowie filiżanki tofu ?). Jednak nadmiar może być potencjalnie niebezpieczny szczególnie dla starszych kobiet. Powinny jej unikać osoby z chorobami tarczycy i rakiem piersi. Małe spożycie nie jest problemem. Jednak należy uważać na przetworzone produkty zawierające izolowaną proteinę sojową, typu batoniki proteinowe , mleko/ser sojowy, czy sojowe zamienniki mięsa.

W Polsce podobno nie ma (jeszcze) soi GMO. Nie powinno się podawać mleka sojowego niemowlakom i małym dzieciom.

– konserwy, jedzenie z puszek (konserwanty, również BPA)

– kofeina powyżej 200-400 mg dziennie

Kofeina pobudza centralny ośrodek nerwowy, na skutek czego nasz układ hormonalny reaguje jak przy sytuacji zagrażającej życie. Ty sobie spokojnie sprawdzasz facebooka, ale Twoja trzecia kawa na biurku powoduje, że jesteś w trybie „walki lub ucieczki”. Twoje nadnercza produkują adrenalinę i noradrenalinę, wątroba uwalnia glukozę, trzustka – insulinę,  nie rzadko powoduje to spadek cukru i chęć na zjedzenie czegoś słodkiego.  Kortyzol wzrasta, a gdy stale pijesz kawę za kawą, ten stan się nie zmienia. Zbyt duże spożycie kofeiny może w efekcie doprowadzić do stałego nadmiernego pobudzania gruczołów nadnerczy i ich uszkodzenia.

Ważna jest też jakość kawy. Wyeliminuj napój, który nazywany jest kawą rozpuszczalną, a nie ma z kawą nic wspólnego. Jest to natomiast typowy produkt, który wybieramy dla wygody.

Kawa, choć w nadmiarze nie jest wskazana, posiada jednak wiele pozytywnych dla nas wartości, jak chociażby zawartość antyoksydantów –przeciwutleniaczy, które neutralizują w naszym ciele działanie wolnych rodników. W kawie rozpuszczalnej ich nie znajdziecie, jak i praktycznie samej kofeiny.  Za to w większości „kaw” rozpuszczalnych wykryto toksyczną kancerogenną substancję – ochratoksynę A. W Polsce w badaniu stężenia tej substancji  w niektórych kawach wynosiło czterokrotnie więcej niż dopuszcza norma.  Ochratoksyna  oprócz potwierdzonego działania rakotwórczego może odpowiadać za uszkodzenie układu odpornościowego, nerek, a także ma właściwości mutagenne.

 

Synergiczny efekt działania na człowieka wszystkich razem sztucznych substancji  jest jeszcze bardziej szkodliwy, a szerzenie się chorób metabolicznych, autoimmunologicznych, wraz z współwystępowaniem kilku innych zależnych czynników (np stres, czy ubogo-wartościowe i przetworzone żarcie), może być tego dowodem.

Może ta informacja Was trochę przekona do tego, że warto wspierać rolnictwo ekologiczne, które uprawia swoje produkty z poszanowaniem środowiska i naszego zdrowia, kupować lepszej jakości mięsko.

Szukajcie w sklepach (w tym także w sklepach internetowych) prawdziwych produktów rolnictwa ekologicznego posiadających odpowiednie certyfikaty .

Ten artykuł nie ma na celu straszenia czy generowania przesadności w naszych czynach, tylko myślenia oraz rodzenia świadomości co się dzieje i w miarę możliwości dokonywania wyboru co kupujemy, czy jemy. Nie chcę nikogo namawiać na zakupy w drogich sieciówkach organicznych, ale warto rozejrzeć się za lepszej jakości dostawcami, myśliwymi, rolnikami. Nie chce zadawać, zazwyczaj źle interpretowanego pytania, na ile oceniamy swoje zdrowie. Ale pomyślmy o tym, jak możemy, nawet w najprostszy sposób, ulepszyć nasze życie oraz zadbać o zdrowie przyszłych pokoleń.

Nawet sama świadomość wybierania owoców czy warzyw z kodem 5-ciocyfrowym jest już super krokiem.  Owoce i warzywa GMO są oznaczone za pomocą czterocyfrowego kodu. Organiczne warzywa do tego zawsze zaczynają się numerem 9, a modyfikowane genetycznie (GMO) –  numerem 8.

A może lepiej wydać dodatkowe pieniądze na lepszą żywność, niż później na leczenie, badania i leki ? Poza tym z różnych danych ONZ widać, że Polska góruje jako kraj UE, który marnuje żywność, a co roku wyrzucamy 2 mln ton jedzenia ! Często go nie zużywamy, bo lubimy robić hurtowe zakupy, często się psują. Może lepiej kupować mniej, a lepiej? To tylko pomysł, ale sami oceńcie jak wygląda u Was sytuacja.

Najgorzej, że my nie tylko dotykamy skażonego jedzenia, ale i go spożywamy.

Karola Kocięda

 

źródła zdjęć:

 

https://www.facebook.com/slowfoodinternational

https://nowaalchemia.blogspot.com

saferchemicals.org

 

O autorze

Karola Kocięda

Karola Kocięda

Jestem studentką dietetyki, architektem wnętrz i fitnessfreakiem ;) Chcę pokazać Wam, że również zapracowane osoby, takie jak ja, przy dobrej organizacji i niewielkim nakładzie czasowym, mogą żyć fit. Do tego moje przepisy pozwolą Wam szczęśliwie życ na redukcji;) #noexuses. Zapraszam!

› Zobacz wszystkie artykuły

5 komentarzy

Kliknij tutaj aby skomentować artykuł

  • Tekst świetny jak zwykle. Mam pytanie- możesz polecić, dać namiary, na dobre szklane shakery ?

    • Jest na liście jako dodatki, które należy ograniczać, „zło konieczne”, ale nie są zakazane.

      No i od razu uściślam , że chodzi mi o taką żelatynę w proszku, niewiadomego pochodzenia. Bo ta żelatyna, którą sami robimy, np gotując kurze nóżki (ze sprawdzonego źródła) jest mega pro:), szczególnie będąc sportowcem. https://chriskresser.com/5-reasons-why-even-vegetarians…/

      Samo spożywanie żelatyny nie ma negatywnego wpływu na zdrowie, wręcz ze względu na prolinę (z której powstaje kolagen, o ile nie mamy niedoborów wit C;) ), jest korzystne. ALE mówi się często, że należy ją jeść z umiarem. Istnieją przesłanki , że jej nadmierne spożywanie może mieć wpływ na stany zapalne w organizmie.

      W przemyśle spożywczym jest stosowana na wielką skalę, czego często nie jesteśmy świadomi, bo występują w produktach nie mających nic wspólnego z galaretką;). Przykładowo – w wędlinach zapobiega wyciekaniu wody, jogurty zagęszcza ,sery stabilizuje itd. W przemyśle spoż. jest takim tanim emulgatorem. Żelatyna wykorzystywana jest w pewnym sensie do tuszowania jakościowych niedostatków samego produktu. Jej dodatek ma również wpływ na cenę produktu – metody produkcji ją obniżają, poprawia jego konsystencję itd. Oczywiście liczymy się z faktem, że ser czy wędlina z jej dodatkiem nie są wysokiej jakości;) a osoba świadoma, dbająca o zasady zdrowego żywienia, raczej nie ma problemu z takim jedzonkiem:)..
      Oczywiście też nie ma co popadać paranoję. Zrobiłam tą listę dodatków z umiarem, bo opinie na jej temat są bardzo podzielone, a jest produktem przetworzonym przez człowieka, któremu dodatkowo musimy zaufać (w naturze żelatyna nie występuje, jest odizolowana;)). Nie jest niezastąpiona w kuchni – możemy stosować agar pochodzenia roślinnego, natomiast kolagen tworzyć sobie sami w kuchni w rosołu 🙂

Facebook

Ad