Blogi Treningowe Ciekawostki kulinarne Ciekawostki treningowe Odżywianie Trening

Trening przy hashimoto

Bez tytułu

Nie jestem lekarzem, ani dietetykiem klinicznym, dlatego proszę potraktujcie ten post jako zapis mojego doświadczenia. A nóż kogoś zainspiruje, może komuś pomoże obrać kierunek działań, może pewne kwestie uświadomi. Jednak pamiętajcie każdy jest inny, każdy indywidualnie przechodzi chorobę/choroby, każdego organizm ma inne potrzeby. Każdy ma również – co jest bardzo ważne przy tym temacie – inny staż i poziom zaawansowania treningowego. Również inny stan zapalenia, w naszym przypadku tarczycy.

Ja już trenuje siłowo, kulturystycznie od 10 lat. Niektórzy z Was poznali mnie dopiero podczas moich przygotowań do zawodów sylwetkowych, kiedy założyłam mój blog kulinarny :). Do tego czasu jednak udało mi sie już zbudować kilkadziesiąt kilo masy mięśniowej;).

Dla niektórych osób nie jestem sportowcem, bo nie oddaje temu 100 procent życia (jestem też z zawodu czynnym architektem); nie jestem w końcu ani Jędrzejczak, ani nie reprezentuje kraju, nawet nie wyglądam teraz do końca jak sportowiec. Jedna jednostka treningowa dziennie też nie brzmi imponująco;). Dla mnie jednak treningi zawsze były i są czymś więcej. Uwielbiam wyciskać z siebie siódme poty, przekraczać kolejne granice, sprawdzać siebie. Lubię być silna, bo wiem, że przekłada się to w moim życiu na siłę psychiczną. Teraz fakt, musiałam przystopować, co nie jest dla mnie proste. Trenuję siłowo tylko 3 x w tygodniu, do tego joga – kto by pomyślał. Wciąż się uczę swojego organizmu, który osłabł, a zarazem okazał się bardzo skomplikowany. Wciąż pogłębiam wiedzę w zakresie dietetyki, treningów, mojej choroby i mam nadzieję, że kiedyś będzie na tyle duża, iż będę się mogła pod nią podpisać. Póki co szukam sposobu na moje zdrowie.

Czasami się zastanawiam, czy to jeszcze normalne, gdy każdy weekend spędzam na szkoleniach dietetycznych, a webinary oglądam częściej niż seriale o superbohaterach. Dziś nie chce poruszać jednak tematu żywienia przy hashimoto. Pisałam już na ten temat kilka postów (TU, TU, TU). Chce byście jednak nie zapominali, że odpowiednie wsparcie dietetyczne i suplementacyjne w chorobach autoimmunologicznych jest tak samo istotne jak równowaga pomiędzy trenowaniem a odpoczynkiem.

Od czasu diagnozy hashimoto próbowałam wielu metod treningowych. Nie wszystkie okazały się dla mnie dobre. O ile wszyscy jesteśmy świadomi tego, że 70% dieta, a 30% treningi robią cud z naszego ciała, to w moim przypadku, gdzie dietę miałam dość ogarniętą, odpowiednie treningi miały dużo większe znaczenie. Samo trzymanie diety w 100 procentach przy złym systemie trenowania nie przynosiło oczekiwanych rezultatów, a wręcz prowadziło mnie wpierw do błędnych wniosków, że ciągle popełniam błędy w żywieniu i coraz bardziej okrajałam sobie produkty w diecie. Co moze i nie zaszkodziło, ale powodowało, że serwowałam sobie coraz większe restrykcje niepotrzebnie.

O ile osoba zdrowa, może sobie pozwolić na eksperymentowanie i łączenie różnych aktywności fizycznych, to u osób z hashimoto, nie jest już tak kolorowo. Przynajmniej na początku, bo co ja mogę wiedzieć, jak jest później. Sama zmagam się z tarczycą od diagnozy w styczniu tego roku. Na razie pozostała mi wiara, że tak jak inni, którzy doszli już do remisji, będę mogła trenować jak kiedyś.

Do posiadania „modnego” haszimoto potrzebujemy: obciążenia genetycznego, życia w chronicznym stresie, przetrenowania, utrzymywania ciała w notorycznym deficycie kalorycznym , zbyt niskiej tkanki tłuszcczowej, nadwrażliwość emocjonalną i wypadek najbliższej osoby. To jest mój przepis na chorobę autoimmunologiczną.

Na początku nie rozumiałam co się dzieje. To wyglądało trochę jak loteria losu: ciekawe czy dziś mnie zaleje, czy nie. Interwały, za długi trening, za mocny trening, za częste treningi, za szybki i zbyt wytrzymałościowy spacer na szczyt góry – wygrałaś dziś 3 kilo wody!

Krata na brzuchu raz jest , a raz znika.

Kiedy mamy chorobę autoagresywną, wiemy, ze w naszym organizmie przebiega stan zapalny. U mnie jeszcze nie dawno był dość rozległy i aktywny, pomimo, że przeciwciała już mocno spadły. Wątpliwości, ze to haszi, nie ma. Jeszcze nie dawno spadło mi bardzo mocno ft3, ale o tym za chwilę, ponieważ na to wpływ miał bezpośrednio mój system treningowy, który jak się domyślacie- był do dupy;).

POCZĄTEK HASZI – spać, spać, spać

Na początku wiadomo, TSH szybuje w górę, nie chce sie nic, spada motywacja do wyciągnięcia coraz większego tyłka z domu, jakaś masakra. Przecież do tej pory ciężko było mnie z siłowni wyciągnąć. WTF. Oczywiście idziesz na trening, na siłę, bo widzisz te rosnące kilogramy „z powietrza”, nie możesz odpuścić, bo jak to zrobisz, to co wtedy się stanie? I co na to Twoja szefowa, partner, mama, siostra , sąsiadka, której mówiłaś że boczek jest pro, a nie jogurt odtłuszczony lajt. Następnego dnia, pije przykazane minimum 2 litry wody i nie zauważam nawet, ze cały dzień nie odwiedzam toalety, a nowe reeboki zaczynają pękać w szwach na „nowych” napompowanych wodą kostkach. No i weź zrób teraz trening, jak właśnie przeobraziłaś się w AquaWoman.

Jak udało mi się zrobić 2-3 treningi siłowe tygodniowo, to był sukces. O ile teraz uważam, ze była to wystarczająca ilość, to wtedy nie rozumiałam tego i tylko się wściekałam na siebie.

Dwa dni restu, znów podchody do treningu. Tym razem jest krata, ale energii zero. Kończy się na rowerku, bo coś trzeba zrobić. Jak wypije kawę przed, mam nawet ochotę jeszcze na barki, tylko obraz w lustrze dołuje i mam ochotę szybko wyjść z siłowni. Do tego masz wrażenie że każdy się na Ciebie gapi, nic dziwnego, jesteś „zmasowana” (w Twojej głowie- gruba).. taaak w głowie masz totalną sieczkę emocjonalną, jak przy PMSie, tylko jest trochę bardziej przy tym depresyjnie i psychicznie. Na szczęście to trwało tylko do czasu ustabilizowania hormonów. Ale nie zapomnę spojrzeń Mariusza mówiących „Kim jesteś? oddaj mi moją Karolę z powrotem”.

U mnie leczenie początkowo letroxem, teraz Novo, zrobiło swoje. Nie zapominajmy o suplementach, adaptogenach (polecam TEN artykuł), diecie, testach na nietolerancje, uszczelnieniu/uleczeniu jelit, wyeliminowaniu niektórych składników z diety (nawet takich, których test na alergie nie pokazał, jak psianki i strączki). Także obecnie jest energia, witalność, lamenty na poziomie przeciętnej kobiety, albo może i mniej ;), chęć życia i „niestety” olbrzymia potrzeba mocnego trenowania. Niestety, bo wiem, ze za duża ilosć treningów, też na tą chwilę nie jest jeszcze dla mnie dobra. Ale z czasem to się zmieni zapewne, o ile tylko będę stale dbać o regenerację oraz sen.

2 ETAP – nowe bodźce:

Wszyscy moi bliscy wiedzą co znaczy dla mnie trenowanie, że siłownia była zawsze dla mnie drugim domem , że lubiłam zawsze trenować ciężko, pobijać swoje rekordy. Nie chce by brzmiało to ckliwie, etap hormonalnej huśtawki już dawno mam za sobą, ale chce byście zrozumieli jak dziwne jest dla mnie zjawisko, kiedy tylko nadludzkie siły są w stanie mnie wyciągnąć z domu na trening.

W tym etapie mam dość wegetacji. Robię wszystko co mogę. Leki działają, energia wróciła. Wyniki badań wracają do normy. Ft3 jeszcze nisko, ale już w widełkach „OKEJKI”. Wykonałam full dodatkowych badań; wychodzi przy okazji, że mam duże predyspozycje na cukrzycę typu 1 jak moja siostra. Ratuje mnie, że nie jem drożdżóweczek i słodyczy ze sklepu; ale trzustka przy dużym obciążeniu glukozy nie domaga. Do tego rt3 za wysokie. Łykam książki o haszi jedną za drugą, testuje nowe suple, eliminuje jeszcze więcej składników pokarmowych (już prawie jestem na AIP, choć ciągle się od niego bronie), szukam nowych lekarzy, rozwiązań, jadę w Góry zaczerpnąć nowej energii, czytam o oddziaływaniu stresu na ciało. Dodatkowo szukam nowych bodźców, które mnie zmotywują do ćwiczeń. Dlatego zaczynam trenowanie totalnie innego niż kulturystyka – boksu tajskiego.

Łączyłam muai thai i treningi siłowe. Od czasu do czasu cardio – raz lub dwa razy w tygodniu rowerek lub bieganie w parku. Szukałam sposobu na siebie. Z miłości do ciężarów i trochę głupoty, bo czułam, że hardkorowe treningi są również powodem mojej retencji wody, ciągle starałam się trzymać moich wypracowanych obciążeń. ALE treningi do godziny czasu. Cardio nie dłużej niż 30 minut. To akurat było najrozsądniejsze z tego wszystkiego co robiłam;). Zauważyłam jednak, że o ile jeden tydzień super się trenowało, 5x w tygodniu, była w końcu moc jak za dawnych czasów, to w kolejny tydzień – następowała przymusowa regeneracja – mogłam w tym czasie spać po 16 godzin, a nadal czułam się niewyspana. W tym okresie, co jest ważne, podbiłam swoją kaloryczność oraz węglowodany (również proste). Przestałam przesadnie liczyć makroskładniki. Waga już nie rosła, ale stała w miejscu. Cokolwiek nie robiłam w kolejne miesiące – stała praktycznie w miejscu. Fakt, ze wyniki badań z tego okresu były już super. Musiałam jeszcze ogarnąć sprawę retencji wody, która nadal występowała, ale głównie był to problem treningów, co dopiero dostrzegłam. Najczęściej występowała po interwałach lub najmocniejszych treningach, np nóg, albo po za dużej ilości treningów w skali tygodnia. Tsh było zmienne, w zależności od przetrenowania: z reguły na poziomie ok. 1,3, ale kiedy łapała mnie nie-moc to był znak, że podnosiło się do 2 jednostek. Musiałam w końcu wybrać czy wolę trenować siłowo, czy boks tajski, ponieważ musiałam je traktować na równi, dlatego jeden robiłam kosztem drugiego. Wygrała siłownia, choć czasami jak mam możliwość zrobić darmowy trening boksu z Reebokiem, to nie potrafię odmówić.

3 ETAP

Hormony nareszcie się ustabilizowały, endo zachwycona, jelitka również cacy, enzymy trawienne nie potrzebne, nie pamiętałam już od paru miesięcy co to wzdęcia (sorry za takie szczere opisy ;P). Zaczęłam nawet wprowadzać kolejne produkty do diety, typu jajka raz na dwa tygodnie, migdały, cukinia. Czułam się świetnie, brzuch jakby bardziej płaski. Tylko ta pi*przona waga. Bez zmian. Czy jadłam mniej, czy więcej, NIC. Trochę dołujące, gdy od miesięcy odmawiasz wyjść na mieście, burgery z glutenem oglądasz tylko na zdjęciach swoich znajomych, a Twoje śniadanie od ponad pół roku stanowi rosół, wątróbka czy awokado. Ale diagnoza Pani doktor była obiecująca: jest Pani na dobrej drodze do remisji, oby tak dalej.

Poprzez obserwacje zdążyłam się nauczyć, że HIIT’y , interwały, cross fit nie są na tą chwilę dla mnie. Również długotrwałe treningi aerobowe, powyżej 40 minut. Do tego im dalej odchodziłam od strefy komfortu, tym dłuższej potrzebowałam regeneracji. A najlepiej to pewnie w ogóle by było w tej strefie pozostać. Tylko ja tak nie potrafiłam, ale się starałam. Nie chciałam być w końcu beczką wody, tylko chciałam odzyskać komfort normalnego człowieka.

Tutaj chodzi zapewne o stres dla organizmu. Oczywiście dla każdego może mieć inną postać. U mnie najwidoczniej nim były wymienione wyżej formy aktywności. U kogoś innego, mogą być inne. Ważne by się obserwować. Z drugiej strony, nie polecam w tym czasie ważenia, mierzenia, bo jeśli ktoś nadal nie może się pogodzić z nową formą siebie, przestaje widzieć swoje wewnętrzne piękno chwilowo otulone warstwą tłuszczyku, to może tylko w ten sposób zastopować progres zdrowotny. Kojarzycie Marsjanina (J’onn J’onzz z DC Universum)? Mógł zmieniać formę ciała na jaką chciał. Marzyłam o takich skillsach w tym czasie;).

Brak samoakceptacji, to największy problem w walce z hashimoto, pisałam o tym TU. A w połączeniu: redukcja – stres, przetrenowanie – stres, brak samoakceptacji – stres, nie liczmy na poprawę sytuacji. Podwyższony poziom hormonu stresu negatywnie wpływa na pracę tarczycy, przez co tkanki stają się „oporne” na działanie jej hormonów. Zbyt wysoki poziom kortyzolu powoduje spadek t3, a wzrost produkcji rt3.

Ja w tym czasie zrobiłam kolosalny błąd: pomimo braku remisji, stwierdziłam, że jest już na tyle dobrze, że mogę w końcu rozpocząć redukcję pełną parą i trzymając się paru zasad treningowych, zacząć spalać tkankę tłuszczową starymi sprawdzonymi metodami. Nic innego nie działało, a ja czułam się już taka silna, więc co mi szkodziło spróbować.

PLAN DZIAŁANIA :

– redukcja kaloryczna, ok 1600kcal (nazwę to tak, człowiek uczy się na SWOICH błędach)

– zero odstępstw,

Tu raczej bym napisała.. ciąg dalszy braku odstępstw, bo od czasu diagnozy, nie pozwoliłam sobie na złamanie diety, a moje czit mile stanowiły ciasta robione przeze mnie w domu, z dozwolonych składników. Jednak w tym momencie lista zakazanych składników się zwiększyła; odpada nawet banan, mąka kokosowa, konopna. Totalne czystki, ale tak jak Wam pisałam wcześniej, ciągle szukałam błędów w żywieniu.

– trening siłowy 4 x w tygodniu, dużo powtórzeń, mniejszy ciężar,

– cardio, ok. 4 -5 x w tyg do 30 minut. Po treningu lub w odrębny dzień.

Jak już nie jesteś w stanie kontrolować swojej wagi, jak już w natłoku myśli, wiedzy, niewiedzy, nie wiesz co począć, po prostu chwytasz się ostatniej deski ratunku – redukcja redukcji. Bo musisz przecież robić coś nie tak skoro WAGA ani drgnie; nie ważne, że wyniki badań się poprawiły, pamięć wróciła i jesteś skoncentrowana na pracy w 100procentach, do tego w kuchni znów jesteś kreatywnym frikiem z milionem pomysłów, a w drodze do domu po 8h pracy możesz zrobić jeszcze podwójne salto i wysprzątać całą chatę. Takie rzeczy stają się niewidzialne dla kobiety, gdy w grę wchodzą nadprogramowe kilogramy, a my z całym swoim uporem chcemy je zgubić . Do tego nie działa na Ciebie to co kiedyś. Trochę wkurzające i stresujące zarazem, ale masz deficyt, jesz zdrowo, a nic się nie zmienia. No cóż to zwiększmy deficyt.

Pełna zapału, wierzysz, że teraz będzie już tylko lepiej. Trzymasz dietę w 99 procentach (przyznaje zjadłam raz banana), trenujesz zgodnie z planem, jeździsz rowerkiem donikąd , aż na timerze pojawi się magiczne pół godziny. Jestem z siebie dumna :). Wylewam siódme poty, jak dawniej. Nawet przez chwile wydaje mi się, że jestem szczuplejsza, tylko waga się zepsuła. Wiadomo – waga to nie wszystko ;). Jednak przy tym deficycie nie liczę, że to mięśnie;).

Jak wielkie rozczarowanie pojawia się, GDY po 1,5 miesiąca oprócz braku miesiączki (gdzie miałam ją regularnie co miesiąc) i długotrwałej retencji wody, jak nigdy, nic się nie zmieniło. Żałujesz zjedzonego banana, zaczynasz myśleć że przez niego straciłaś szansę na powrót do formy..

Restrykcja kaloryczna plus stres psychiczny tylko zwiększyła negatywny wpływ ciężkiego wysiłku na układ odpornościowy. Spadły mi białe krwinki, a lekarz zaczął grozić leukopenią.

Samopoczucie też się zmieniło. W przeciągu półtora miesiąca moje badania się zmieniły na gorsze, z najlepszych jakie miałam. A nic nie zmieniłam, oprócz formy treningów oraz diety. ft4 i ft3 spadły drastycznie, w tym ft3 BARDZO poniżej normy, do tego stan zapalenia się powiększył. Lekarka od razu przepisała mi dodatkowo NOVOTHYRAL, zawierający hormon t3. Kazała przystopować z ilością treningów, najlepiej to znaleźć inną formę aktywności J, a dodatkowo mierzyć puls przy Novothyralu i szukać swojego tempa ćwiczeń (ja naprawdę bardzo lubię tą endo). Każdy kulturysta wie jak działa t3, osoby z hashimoto, często myślą, że jest to rozwiązanie problemu z wagą. Niestety nie jest to lek dla każdego, u niektórych osób wystarczy sam letrox, u innych może w ogóle nie trzeba brać hormonu (nie rozwijam tego tematu, bo nie jestem lekarzem!!), pomijam też kwestie narzuconych proporcji hormonów w nich zawartych, które nie dla każdego będą odpowiednie. Sama znam przypadki, gdzie osoby przyjmujące ten lek nabawiły się objawów nadczynności, a przy wysiłku fizycznym serce praktycznie wyskakiwało im z piersi. U mnie póki co jest okej, a nawet lepiej niż było.

RÓWNOWAGA- etap póki co ostatni:

Stawiając na szali swoje zdrowie i samopoczucie, musimy znaleźć dla nich równowagę, by nasze zdrowie wróciło do normy, organizm się zregenerował, a koniec końców, by nasze treningi i dieta były dla nas na nowo przyjemnością, nie stresorem czyli walką z dodatkowymi kilogramami.

Mając jeszcze nieunormowane hashimoto na razie warto porzucić hasła typu „Go hard or go home”. Nie osłabiajcie już słabych zdolności regeneracyjnych. Trenujcie , ale z głową, nie forsujcie się.

To na czym teraz musimy się skupić to znalezienie balansu pomiędzy ilością trenowania, jakością trenowania oraz rozważną dietą. Nie ma co robić hardkorowych redukcji, gdy Twoje hormony ledwo co dobijają do normy. Warto też nie kreować nowych stresorów, dla organizmu, który jeszcze przed chwilą żył w trybie oszczędzania. Tutaj oczywiście u każdego sytuacja może być mniej lub bardziej skomplikowana.

U mnie strzałem w dziesiątkę okazało się ograniczenie treningów siłowych do 3 w tygodniu + dodanie jednej jogi w tygodniu. Mój organizm ma teraz dużo czasu na regenerację. Do tego czasem dochodzą dodatkowe formy aktywności typu pilates, spacery, czasami rower. Cardio –z początku w ogóle porzuciłam, ale teraz po miesiącu wprowadzam na spokojnie raz – dwa razy w tygodniu, ale w warunkach domowych, by nie była to walka z czasem na siłowni. Jak nie zrobię, nie przejmuje się tym.

Pomimo mniejszej ilości treningów pojawił się w końcu progres. Nowa zmiana służy mi. Ciało nie zalewa się wodą. Miesiączka wróciła do normy. Powoli waga ruszyła do dołu, pomimo że mniej trenuje i spożywam 2200 kcal dziennie, w tym teraz 220g węglowodanów w dni treningowe. Treningi siłowe są spokojniejsze, krótsze, szybsze, zmniejszyłam też ciężar. Treningi nie powodują już obrzęków, za to znów wyczuwam po nich endorfinki:). Czasami mam ochotę na jeszcze jeden dodatkowy trening w skali tygodnia, ale Mariusz na szczęście przemawia mi do rozsądku i przypomina , ze nie można póki co szaleć. Stan zapalny się zmniejsza, ale jeszcze nie osiągnęłam remisji, dlatego muszę działać ostrożnie i nie dokładać drewna do pieca;). Niektórzy dietetycy kliniczni rzeczywiście mówili, żebym na czas trwającego zapalenia znalazła inny rodzaj aktywności, ale ja nie potrafiłam. Myślę jednak, ze udało mi się póki co znaleźć w końcu rozwiązanie dla siebie, które mi nie szkodzi. Po remisji – mam nadzieję na powrót do większych ciężarów, ale na pewno już będę ostrożniejsza.

Przy każdej zmianie metody treningowej warto sprawdzać raz na jakiś czas swoje wyniki (minimalnie) ft3, ft4 i tsh. Dodatkowo obserwować samopoczucie, można się mierzyć, ważyć, zapisywać każdą retencję wody, by w końcu rozpracować swój chwilowo niedysponowany organizm. Najważniejsze to wyczuć co Tobie służy, a co nie.

Trenować na siłowni można, być aktywnym fizycznie przy haszimoto nawet trzeba. Zarówno zajeżdżanie się na treningach, jak i brak ruchu – będą miały negatywny skutek na nasze zdrowie. Najlepszym sprzymierzeńcem będzie umiarkowany wysiłek fizyczny. W końcu metabolizm zwolnił, poprzez gorszą efektywność naszego gruczołu tarczycy. Jednak pierwszym dla nas najważniejszym celem jest doprowadzenie do równowagi naszego układu immunologicznego, a nie zaostrzenie jego choroby.

Nie bez znaczenia jest również to czy przed diagnozą uprawialiśmy jakiś sport. Jak długo/ jaki.

Ponieważ dla osoby , która trenowała codziennie, jak ja, ograniczenie treningów siłowych do 2-3 w tygodniu może okazać się wystarczającym rozwiązaniem. Z czasem dołożenie do tego innych, mniej obciążających organizm, form aktywności, może przyśpieszyć progres.

Natomiast osoba, która wcześniej nic nie robiła, musi być ostrożniejsza. Głupotą byłoby podczas nasilającej się autoagresji rozpoczęcie mocnych treningów cross-fitu, maratonu czy trójboju, które zapewne by tylko pogłębiły problem.

Niestety wiele osób po diagnozie hashimoto zaczyna przybierać na wadze i pierwsze co robi to właśnie kupuje karnet na siłownię i ogranicza jedzenie. Zafiksowani na swoją wagę, mogą zrobić wiele nieprzemyślanych rzeczy;), które tylko spotęgują chorobę. Często jednymi z powodów hashimoto jest JUŻ ZA NISKA podaż makroskładników, a waga m.in. wzrasta od nagromadzonej w organizmie wody. Również obserwuje się coraz to większą ilość zachorowań wśród kobiet predysponowanych genetycznie, nadmiernie trenujących, nie dającym swojemu ciału odpowiedniego czasu na regenerację. Najlepiej w takich sytuacjach zwrócić się o pomoc do specjalisty.

Po remisji choroby oczywiście będzie można stopniowo wprowadzić więcej treningów siłowych. Ale w trakcie trwającego zapalenia, czy znacznego uszkodzenia narządu, trzeba być ostrożnym.

W takich sytuacjach polecam spokojniejsze formy ćwiczeń, takie jak joga, rower, rolki, pilates, trucht, lżejsze treningi obwodowe, przeplatane z dniami restu, by organizm miał czas na samoleczenie. Wiem, że każdy chce szybko zobaczyć efekty, ale to często, tak jak i mnie, prowadzi w pułapkę. Tutaj niestety mocniej nie znaczy lepiej. A cierpliwość i wiara, że wszystko wróci do normy, zostanie w końcu wynagrodzona:).

U mojej koleżanki z pracy, która ma hashimoto od 2 lat, trzyma dietę, super sprawdza się system aktywności fizycznych 5 x w tygodniu (od pn do pt): na przemiennie jednego dnia ćwiczy w parku wg schematu jednej z amerykańskich fitnessek (ciężar własnego ciała + małe hantle), drugiego dnia w ramach „treningu” wraca do domu z pracy spacerem lub rowerem. Wróciła do swojego rozmiaru 34, a także zaczęły się pojawiać zarysy mięśni.

Wiele badań pokazuje, że nawet u zdrowego człowieka umiarkowany trening wzmacnia funkcje immunologiczne, a zbyt intensywny i za ciężki – stopuje różne parametry odpowiedzi immunologicznej. Jeśli ktoś jest zdrowy, trenuje hardkorowo, zrywa się o 5 rano na trening, po 4h snu, bo „inaczej świat się zawali”, a ma wśród najbliższej rodziny osoby z chorobami autoimmunizacyjnymi, to warto pomyśleć racjonalnie o regeneracji i profilaktyce.

AAA.. Mówiąc wcześniej o ograniczeniu form cardio, nie miałam na myśli seksu 🙂, bo to jak najbardziej możecie robić znacznie częściej niż rowerek 😉 😀 . Chociażby dlatego, że po orgazmie następuje wyrzut oksytocyny, produkowanej przez przysadkę, która obniża poziom hormonu stresu :).

A hashimoto jak wiecie jest silnie zależne od stresu, dlatego OGÓLNIE pierwszym najważniejszym krokiem ku remisji jest wyeliminowanie stresorów w swoim życiu ;).

Buziaki!

Karola <3

 

Obecnie jeszcze taka na masie 😉 ale się już nie stresuje

 

unnamed.jpgaaaa

muscle

 

O autorze

Karola Kocięda

Karola Kocięda

Jestem studentką dietetyki, architektem wnętrz i fitnessfreakiem ;) Chcę pokazać Wam, że również zapracowane osoby, takie jak ja, przy dobrej organizacji i niewielkim nakładzie czasowym, mogą żyć fit. Do tego moje przepisy pozwolą Wam szczęśliwie życ na redukcji;) #noexuses. Zapraszam!

› Zobacz wszystkie artykuły

5 komentarzy

Kliknij tutaj aby skomentować artykuł

  • Cześć ! Tu Hashimotka, próbująca zrobić sobie „jakąś” formę.
    Tragedią jest to jak endo podchodzą do hashi i generalnie dietetycy u których byłam, też się nie popisali…
    Ale się nie poddaję, szukam odpowiednich ćwiczeń dla siebie jak i diety 😉

    Pozdrawiam! 🙂

  • Hej,
    Jestem tu po raz pierwszy i już wiem że nie ostatni:)!
    Czytając Twój „opis działania” mialam wrażenie że czytam własne przemyślenia i doświadczenia :(,ja nie jestem i nie byłam uzależniona od sylwetki fitneski którą wszyscy oceniaj na startach (a bym chciała) ale od 13lat cwiczylam codziennie 5do6x tygodniu po półtorej godz. I oczywiście gdy zachorowała na hashi 3lata temu moje życie zmieniło się o prawie360stopni, tylam z powietrza rano waga63 wieczorem 65 kg a następnego dnia po nocy67kg to było straszne i jeszcze trochę to bym wyskoczyła z okna tak źle się czułam aż odstawiłam gluten i nabiał i 4kg mniej mniejsze wzdęcia itp. Wszystko opisane jak u Ciebie.Gdy zaczynałam ćwiczyć tyłam tzn gromadzilam chyba wodę… Najszybciej rosły mi nogi i brzuch!!!nad którym siódme pory wylewalam i im więcej potow tym więcej „tłuszczyku” teraz już przeszłam taka drogę ze wiem co mi szkodzi co nie ,mam dietę okrojona ale nie tyje tylko nie potrafię wrócić na siłownię:( nie jestem sportowcem nie potrafię ułożyć siebie treningu ba nawet nie wiem jakie ćwiczenia robić na poszczególne partie mięśni (jakieś takie podstawowe tylko znam)bo cały czas cwiczylam w domu z e.chod lub inną fitneska z Youtube:) a trenerzy na silowniach w moim mieście -Białystok uważam że potrafię trenować albo ludzi zdrowych z nadwagą owszem doprowadza do utraty wagi albo chude laski którym rzezbia ciało a takie jak ja chore które mówią że jak będę robić cardio3x w tygodniu to będę tyla z powietrza patrzą się jak na ufo!! Póki co jestem nie aktywna fizycznie ale mam wyniki w „mojej”normie tzn tak że czuje się dobrze:)
    Pozdrawiam

    • Polecam Marcina Ostaszewskiego – to on zwrócił uwagę,że mogę mieć hashi – i niestety potwierdziło się. Trene, który z zamiłowania zajmuje się „osobami z problemami” a nie prostymi przypadkami zapatrzonymi tylko na wygląd.

  • Najlepsze treningi tylko z Patrykiem z Poznania 🙂 Najlepszy trener, który daje taka motywacje i takiego kopa do działania że masakra 🙂 Ja sama już widzę rezultaty a schudłam juz 4 kg :)wiec chyba jestem na bardzo dobrej drodze <3

  • cześć!!!!
    Boże jak ja się cieszę że trafiłam na twoją stronkę. Uprawiam intensywnie sport moja miłośc to biegi ultra i crossfit i niestety od miesiąca stwierdzona niedoczynnośc tarczycy Hashimoto .Świat mi się zawalił i nie chodzi tu o zbędne kg ,zawsze byłam potęznie zbudowana 😉 ale o to że nie daje rady na treningach .Spadek wydolności diametralny nie mogę biegać ,crossfit to już nie crossfit w moim wykonaniu .Załamałam się ,też nie wyobrażam sobie życia bez sportu .Po przeczytaniu twoich artykułów weszła we mnie nadzieje że jak zmienię diete unormuje te cholerne hormony to jest jeszcze dla mnie szansa .Dziękuje.

Facebook

Ad